sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział trzeci : Pocałunek?

Było to coś dziwnego. Coś nie do opisania. Było wysokie, na trzy metry. Całe były czarne. Nie było widać niczego poza kościstymi dłońmi i czarną, wielką szatą.
- Co to jest...? - wyszeptałem cicho przerażony. Zerknąłem na Ciebie.
-Nie bój się. Tu niczego nie ma – wyszeptałeś głaszcząc mnie czule po głowie. Byłeś taki miły i czuły... Jeszcze nigdy Cię takiego nie widziałem. Po chwili jednak zmieniłeś się, w tego oschłego, zimnego tyrana. Zemdlałem. Nie pamiętałem niczego poza tym, że byliśmy w kawiarni. Obudziłem się w swoim pokoju. Mama powiedziała, że przyniósł mnie Sebastian i powiedział, że mam gorączkę. Wziąłem telefon i chciałem do Ciebie napisać, ale zapomniałem, że nie mam do Ciebie numeru. Napisałem za to do Jake i Kacpra. Podali mi twój numer i napisałem. Czekałem na odpowiedź po przyjściu powiadomienia, że odebrałeś. „Proszę, odpisz, proszę....”, modliłem się cicho w duchu. Po chwili dostałem odpowiedź „Nie martw się”. Mimo wszystko, moje serce zabiło szybciej. Zrobiło mi się gorąco. Odpisałeś... Martwisz się... Chyba śnię albo jestem na prochach. Podniosłem się i poszedłem wziąć prysznic. Nic nie pamiętam... Zrobiliśmy coś razem? Pocałowałeś mnie chociaż...? Naprawdę nic nie pamiętam. Wszedłem pod prysznic i zamknąłem powieki. Byłoby miło. Byłbym naprawdę szczęśliwy.
-Alan, kolacja! - zawołała matka z dołu. Warknąłem cicho. Dopiero wszedłem... Westchnąłem cicho. Umyłem się szybko i przeciągnąłem. Wytarłem i założyłem piżamę. Były to kremowe spodenki i koszulka z różowymi zakończeniami. Spodenki były całe w żółte kaczuszki, a na środku bluzki była jedna duża. Materiał był miły, miękki w dotyku. Zerknąłem na telefon. O, mam wiadomość. Odczytałem. „Spotkajmy się jutro przed szkołą”. Zarumieniłem się mocno. Ja? Z Tobą? Razem? Ojej... Marzyłem o tym. Tak bardzo. Ucha-chany poszedłem na dół. Mam randkę. Cieszę się. Zjadłem i pomogłem mamie posprzątać. Powiedziałem jej, że idę się jutro spotkać z kolega, ale nie mówiłem, że z Tobą. Ciężko było mi zasnąć, bo bardzo ekscytowałem się a jednocześnie stresowałem jutrzejszym dniem. Obudziłem się o 9. Miałem wiadomość, od Ciebie. Odczytałem, „Będę czekał o 10”. Uśmiechnąłem się zadowolony i poszedłem wziąć prysznic. Zachowuje się jak jakaś nastolatka w okresie dojrzewania. Nastolatkiem jestem, to fakt, ale czy w okresie dojrzewania? Raczej nie. Wytarłem się dokładnie i ubrałem się w ciemne jeansy, rurki i granatową bluzę wkładana przez głowę. Użyłem delikatnych perfum. Stanąłem przed lustrem i zacząłem układać włosy. Tego się po prostu nie da ogarnąć. Są okropne. Wyczyniałem z nimi cuda. Podkręcałem, prostowałem, zmieniałem stronę grzywki... Postanowiłem zostawić grzywkę na lewą stronę. Włosy miałem lekko falowane. Wyszedłem i w miarę szybkim krokiem doszedłem do szkoły. W miejsce, w którym miałem się z Tobą spotkać. Z daleka już Cię zauważyłem. W końcu nie da się Ciebie pominąć. Jesteś bardzo przystojnym mężczyzną. Uśmiechnąłem się lekko i już chciałem Ci pomachać, ale podeszła do Ciebie jakaś długonoga brunetka. Była zdenerwowana. Pociągnęła Cię za rękę. Zabolało mnie to trochę, ale poszedłem za wami, za Tobą. Ukryłem się. Jacyś chłopacy pobili jej siostrę. Ty za to pobiłeś ich. Pobiegłem szybko pod szkołę i siedziałem na ławce. Serce biło mi szybciej. Ty po chwili przyszedłeś. Miałem telefon w dłoni.
-O, hej. Już myślałem, że mnie wystawiłeś – uśmiechnąłem się delikatnie.
-Sorki, coś mnie zatrzymało – powiedziałeś. Wiem, co Cię zatrzymało, ale w sumie, jestem dumny. Nie wolno bić kobiet. Nie ważne, jaką okropną byłaby suką. Tak się po prostu nie robi.
-Idziemy? - spytałeś obserwując mnie podejrzliwie.
-Aaa, tak. - wstałem. Nie wiem, dokąd mnie prowadzisz, ale ufam Ci. W pełni Ci ufam. Droga szybko nam zleciała. Przez cały czas rozmyślałem o przeszłości, o Tobie, o tym, co mogłoby między nami być i jak mogłeś spędzić te 10 lat...Otworzyłeś mi drzwi. To takie... romantyczne, można by powiedzieć. Usiedliśmy w kącie za jakby brązowym parawanem. Lokal był mały. Na jednej, dużej ścianie była fototapeta jakiejś pięknej wyspy. Były brązowe stoliki i dużo zielonych kwiatów, ale tych kolorowych też. Było parę miejsc prywatnych takich jak nasze.
-Dlaczego zawsze zabierasz mnie do takich lokali? - spytałem. Interesuje mnie to. Zawsze możemy iść na spacer, do kina czy coś. Nawet nie pozwalasz mi zapłacić za siebie. Przynajmniej tak było ostatnim razem.
-A dlaczego nie ? Nie podoba Ci się tu? - spytałeś.
-Nie, bardzo mi się podoba – lekko się uśmiechnąłem. Odwzajemniłeś gest i usiadłeś.
-Na co masz ochotę? Ja chyba wezmę sobie rybę. Od wczoraj to za mną chodzi. - patrzyłeś w menu. Nie bardzo miałem, jak powiedzieć, bo mieliśmy tylko jedno menu. Przysunąłem się do niego i patrzyłem.
-Też poproszę rybę, ale tą mniejszą porcje – powiedziałem. Byliśmy dość blisko siebie. Z początku tego nie zauważyłem. Moje serce zabiło szybciej. Ująłeś delikatnie mój podbródek i patrzyłeś mi głęboko w oczy. Przysuwałeś się powoli. Moje oczy zrobiły się jeszcze większe, a Ty byłeś coraz bliżej i bliżej.

---------------------------------------------------------------
Taka krótka informacja ode mnie na koniec.
One shoty będą się pojawiały od dzisiaj do końca roku. No, jest ich trzy, więc to żaden problem. c:
Jeżeli macie jakieś uwagi, to śmiało piszcie. Zachęcam do komentowania. Możecie też polecić mojego bloga. W końcu, im więcej czytelników tym większa motywacja, a im większa motywacja tym więcej postów c: One shoty można jeszcze zgłaszać, ale bardzo proszę robić to TUTAJ.

I przepraszam, że tak krótko xd

czwartek, 19 grudnia 2013

Wesołych Świąt !

W związku z tym, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, mam dla was wspaniałą informacje.
Każdy może napisać pod tym postem komentarz, z kim chce one shota. Jakiś parring albo mniej więcej określić charakter seme i uke. Może ich być nawet 1000, zrealizuję wszystkie zgłoszenia.

Wesołych Świąt, kochani !

środa, 18 grudnia 2013

Rozdzial drugi : Ai shiteru yo.

Kiedy się ocknąłem, byłem u pielęgniarki. Podniosłem się niechętnie. Kręciło mi się w głowie i wszystko było zamazane.
-Nie wstawaj – powiedziała pielęgniarka. Była młodą, szczupłą kobietą. Blond kosmyki opadały jej na czoło i ramiona. Miała piękne, szare oczy. Delikatny makijaż je podkreślał tak samo, jak rysy jej twarzy.
-Co mi się stało...? - spytałem lekko ochrypłym głosem. Mam wrażenie, że to było tylko snem... Widziałem Cię. Byłeś nadal z tymi chłopakami. Byli Twoimi najlepszymi przyjaciółmi. Byłeś tam, na pewno. To nie był sen.
-Sebastian cię tutaj przyniósł, zemdlałeś. - powiedziała. Na Twoje imię od razu się zerwałem i pobiegłem Cię szukać. Jezus, jestem głupi. Mogłem ją wypytać o Ciebie. Ach, nie będę teraz wracał. Weźmie mnie za jakiegoś głupka, który wierzy w przeznaczenia. Zatrzymałem się i stałem przed wejściem do szkoły, na środku. Rozglądałem się. Może gdzieś Cię tutaj znajdę... Kątem oka zauważyłem rude i blond włosy. Pomyślałem, że to oni. Pobiegłem za nimi. Nie myliłem się. Zatrzymali się i patrzyli na mnie zdziwieni.
-Czego, słodki chłopczyku, zgubiłeś się? - poczochrał mnie rudowłosy. Prychnąłem.
-Gdzie jest Sebastian, musicie mi powiedzieć...! - przycisnąłem go do ściany.
-Proszę, to ważne – patrzyłem mu błagalnie w oczy.
-Hmmm, ktoś mnie szuka? - usłyszałem Twój cudowny, męski i niski głos. Zerknąłem w stronę dobiegającego dźwięku. Stałeś tam. Patrzyłeś się na mnie. Nie byłeś przyjaźnie nastawiony. Widać było Twoją obojętność. Oczy zalały mi się łzami i płynęły po moich policzkach jedna za drugą. Upadłem na kolana. Wszyscy byli mocno zdziwieni.
-Ej, Seba, to jakiś psychol, spadajmy – wyszeptał mu rudowłosy do ucha.
-Nie jestem żadnym psycholem! - zaprotestowałem szybko.
-Nie, ja go znam – powiedziałeś i westchnąłeś ciężko.
-Spadać -zerknąłeś na nich, a oni poszli za budynek. Przyglądałem Ci się z uwielbieniem.
-Wstawaj – skierowałeś się w stronę dziury w murze szkolnym. Wstałem szybko i poszedłem za Tobą. To chyba nieodpowiednie, że tak uciekamy ze szkoły. Wiem, że niektórzy tak robią, ale ja nigdy jeszcze nie uciekałem ze szkoły.
-No, chodź – ponaglałeś. Poszedłem posłusznie za Tobą. Nie odzywałem się. Naprawdę mnie pamiętasz...? To...cudowne, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę. Przechodziliśmy przez jakieś dziwne ruiny budynków, śmietniki... Po chwili znaleźliśmy się w bardziej przyjaznej uliczce, ale nadal mi się to nie podobało. Chwyciłeś mnie za rękę i przyciągnąłeś do siebie. Ludzie się na nas patrzyli, a głównie na mnie. Wiem, jestem bezbronny, ale przy Tobie... Zerknąłem na niego. ...to co innego. Serce zabiło mi od razu szybciej. W końcu, mój wymarzony książę złapał mnie za rękę. Zarumieniłem się lekko i spuściłem głowę.
-haha, jak słodko, haha... - usłyszałem uszczypliwy komentarz w naszą stronę od jakiejś bezdomnej kobiety. Zignorowałem to. Nie ma sensu wdawać się w dyskusje z takimi ludźmi. Pociągnął mnie gwałtownie w swoja stronę. Znajdowaliśmy się teraz w dzielnicy hoteli. Dobra, Kocham Cię, ale to już mi się nie podoba...
-E-ej...-powiedziałem nieśmiało i szarpnąłem się. Nie chce tam iść, nie, nie nie...! Wszedłem za Tobą do kawiarenki i usiedliśmy w kącie. Parzyłeś na mnie lekko zdziwiony. Pewnie sobie teraz myślisz „On naprawdę myślał, że będę chciał go przelecieć?”. Tak, tak pomyślałem. No, ale... Bądźmy szczerzy. Kto by mnie chciał ? Przyglądałem Ci się.
-Co tutaj robisz? - spytałeś i zamówiłeś sobie kawę, a mi gorącą czekoladę.
-ja...chodzę do szkoły – powiedziałem patrząc Ci w oczy. Lekko się rumieniłem.
-Aha – odpowiedziałeś obojętnie i rozglądałeś się. Nie mam u Ciebie szans, wiem o tym, ale nie poddam się. Będę ciągle próbował. Kelnerka przyniosła nasze zamówienie i poszła. Zauważyłem karteczkę pod jego filiżanką. Nie dziwie się, że kobiety dają Ci swoje numery. Lekko się uśmiechnąłem i piłem czekoladę ze swojej filiżanki. Przyglądałem Ci się. Nie wiem, o czym mam z Tobą rozmawiać. Wolałbym, żebyś to Ty zaczął rozmowę. Bynajmniej wiem, co by Cię ciekawiło.
-A Ty? Nie miałeś uczyć się w Ameryce...? - spytałem. Byłem nadal niepewny.
-Miałem, ale wystąpiły pewne... komplikacje. - wyjaśniłeś.
-Opowiesz mi?
-Chodziłem do gimnazjum, narobiłem sobie wrogów, wmieszałem się w gangi, byłem parę razy w sądzie i ojciec stwierdził, że zapłaci za to i wracamy tutaj. A tu mam kumpli. Jake'a i Kacpra – powiedziałeś patrząc na mnie.
-Jednym słowem, zachowałem się jak dzieciak – dodałeś.
-Można tak to nazwać... - lekko się uśmiechnąłem.
-Ej, nie patrz tak na mnie. Jestem Sebastian, dla kumpli i od dzisiaj też Ciebie, Seba – powiedział podając mi dłoń. Delikatnie ją uścisnąłem.
-Alan-przedstawiłem się.
-Ojej, jakie delikatne dłonie – zaśmiałeś się. Zarumieniłem się od razu. Nic nie poradzę... Taką mam budowę ciała.
-To urocze – wyszeptałeś uśmiechając się uwodząco, przez co zarumieniłem się jeszcze mocniej. Nie musisz się tak uśmiechać i tak jestem Twój.
-Wiem, że to dość idiotyczna prośba, ale opowiedz mi coś o sobie. Pamiętam Cię z podstawówki. Ciągle się na mnie gapiłeś tymi maślanymi oczkami i łaziłeś za mną – zaśmiałeś się. Spuściłem zawstydzony głowę. Ale to było dawno, po co wspominasz?!
-No... Mam na imię Alan. I mam 16 lat... Interesuję się literaturą i sztuką... No, chyba tyle – powiedziałem przyglądając Ci się.
-No więc, o mnie wiesz chyba wszystko. Za dużo się nie zmieniłem. Nadal jem w taki sposób czekoladę, ścigam się na motorach albo autami, palę. Ale jest plus. Nie pije i nie miziam się z byle kim. - powiedziałeś dumny z siebie.
-Ciesze się – uśmiechnąłem się lekko zadowolony. Bardzo się cieszę. W końcu zwrócisz na mnie uwagę. Zaczął padać deszcz i grzmiało.
-Burza, jak cudnie – zamruczałeś zadowolony. I nadal kochasz burzę.
-Może... Chcesz przyjść do mnie ? - spytałem.
-Chętnie – wstał i zapłacił. Ojej, czuje się jak Twój chłopak. Wyszliśmy i pobiegliśmy na metro. Nikogo tam nie było. Światła migały. Przed nami pojawiła się czarna postać. Schowałem się za Twoim ramieniem.
-boje się... - wyszeptałem cicho. Wiem, boi dupa ze mnie, ale cóż, życie. Jak to się mówi. Światła zgasły i był pisk jakby zatrzymywał się pojazd. Objąłeś mnie i przyciągnąłeś do siebie.  

wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział pierwszy : Love me, my little monster.

Pamiętam Cię jeszcze z czasów podstawówki. Zawsze budziłeś we mnie dziwne emocje. Zawsze się przy Tobie jąkałem. Kochałem Cię. Nawet nie znałeś mojego imienia. Zawsze przy boku miałeś
dziewczyny. Zawsze byłeś napity. Ale kochałem Cię. Kochałem mimo wszystko. Nie, ja cie wielbiłem. W Twoich oczach...było coś niesamowitego. Coś, czemu nikt nie mógł się oprzeć. Twój wzrok przeszywał mnie całego, czułem paraliż. Zakochałem się w tym uczuciu. Tak samo, jak w Tobie. A teraz? A co teraz z nami będzie, skarbie? Włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem głośnią, rockową muzykę. Wyszedłem z domu. Szedłem powoli w kierunku szkoły. Chciałbym go jeszcze kiedyś zobaczyć. Poprawiłem spodnie i wszedłem do marketu. Chodziłem z koszykiem i rozglądałem się. Lekcje zaczynam o dziewiątej, więc mogę sobie pozwolić na małe zakupy. Chodziłem między regałami. Zadrżałem z zimna i zapiąłem bluzę. Zimno... Jego dłonie zawsze były zimne. Nawet go nie znałem, a wiedziałem o nim więcej, niż jego rodzina. Tak sądzę. Wziąłem z półki mleczny napój o smaku truskawkowym. Na butelce był słodki króliczek i uśmiechnięte truskawki. Przeszedłem dalej. Pamiętam jeszcze, że uwielbiałeś jeść czekoladę. Jadłeś ją jak batonik. Zachichotałem pod nosem i wziąłem mleczny smakołyk. Wszystko mi o Tobie przypomina... To boli, ale zniosę to. Wiem, że się spotkamy, czuję to. Wziąłem nektar bananowy, tic tac'ki i poszedłem do kasy. Zapłaciłem. Zakupy schowałem do plecaka i powoli szedłem do szkoły. Mój pierwszy dzień w nowym liceum... Przyznam, że trochę się stresuję. Rozglądałem się. Nigdy nie lubiłem tego miasteczka. Wiecznie skrzypiące huśtawki na placu zabaw, poniszczone ławki, trzeszczące drzewa... To miasteczko jest przerażające. Ludzie tutaj dziwnie się patrzą, na każdego. A potem za plecami każdego z każdym obgadują. Wyglądają jak zombie, wampiry czy demony. Zadrżałem na samą myśl bycia goniącym przez te wszystkie stwory. Znalazłem się na dziecińcu szkoły. Było na nim dużo osób. Odetchnąłem. Stresuje się. Zobaczyłem parę znajomych twarzy, ale mnie na pewno nie poznają. Bardzo się zmieniłem. Z białych włosów zmieniłem je na moje naturalne, czarne. Oczy zmieniły swoją barwę na podobny do turkusowego. Urosłem trochę, jakieś pięć centymetrów. Więc teraz mam sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Mam nieskazitelną cerę, bardzo jasną karnację. Usta są duże, ale bez przesady. Mają kolor jasnego, pastelowego różu. Nogi mam zgrabne. Nie jestem jakimś patyczakiem. Wagę mam idealną. I jestem z siebie dumny. Lekko się uśmiechnąłem i wszedłem do środka. Nikt mi się nawet nie przyglądał. Jestem mało interesujący, jak usłyszałem od swojej byłej przyjaciółki. Poszedłem pod klasę i rozejrzałem się. Nikogo nie ma ? Naprawdę ? Hmmm. Może zrobili mi specjalną klasę? Zerknąłem za okno. Zobaczyłem małego, białego kotka. Był wygłodzony. Rozejrzałem się, czy nikt mnie nie widzi i otworzyłem okno. Wziąłem go na rękę i zamknąłem okno.
-I co, maluszku? - uśmiechnąłem się lekko do niego. Otarł swoim noskiem o mój i zamruczał. Dałem mu szynkę z kanapek. Zjadł ją . Po chwili poczułem chłód i zimno za sobą. Zadrżałem. Znowu czuję się jak... jak wtedy. Jak wtedy kiedy Cię spotkałem. To nie możliwe... Odwróciłem powoli głowę z przerażeniem w oczach. Nikogo za mną nie było. Ani obok. Ani na korytarzu. Wystraszyłem się jeszcze bardziej. Naprawdę wolałbym żeby ktoś tam stał. A najlepiej Ty. A teraz jestem tylko bardziej przerażony. Zadzwonił dzwonek, a ja krzyknąłem cicho i przycisnąłem się plecami do ściany. Odetchnąłem cicho z ulgą. Ludzie weszli do szkoły i do klas. Nauczyciele tak samo. No, ja czekałem. Kotek został na parapecie przed klasą.
-A teraz poznajcie Alana– powiedziała nauczycielka. Wszedłem do klasy. Opowiedziałem trochę o sobie i usiadłem na końcu klasy. Wyjąłem zeszyt i zapisywałem najważniejsze rzeczy co do punktów z zachowania, jakiś testów czy cokolwiek innego. Co jakiś czas czułem to zimno. Skuliłem się trochę. Uwielbiam to uczucie. Jest przerażające. Niektórym wysiadłaby już dawno psychika. Ale to mi o Tobie przypomina. Nie przestawaj tak robić... Spotkaj się ze mną, proszę. Spojrzałem za okno ze łzami. Tęsknie za Tobą... Zacisnąłem powieki i starłem łzy. Na długiej przerwie, siedziałem i jadłem śniadanie. Kotek siedział obok mnie. Głaskałem go, a on mruczał zadowolony i patrzył, co czytał. Zdążyłem już odwiedzić bibliotekę. Wypożyczyłem ciekawą książkę i zaprzyjaźniłem się z bibliotekarką. Minęło cztery lata, pokaż mi się już. Wiem, że się spotkamy. Niedługo. Po prostu to czuję, co poradzić? Kocham Cię. Wyjąłem jabłko i otarłem je o bluzę. Zacząłem je jeść. Kotek miauknął i kiwnął główką w stronę grupy chłopaków. Było ich trzech. Widać, że byli inni. Mieli swój własny styl, swój własny świat. Ubrani byli na rockowo. Podarte spodnie, dresy, koszule, koszulki, pieszczochy, glany albo buty sportowe. Jeden miał blond włosy i przypominał Jake'a. Drugi miał rude i przypinał Kacpra, a trzeci miał czarne. Przypominał mi Sebastiana. Czarnowłosy zerknął na mnie. Poczułem TO. Zadrżałem. Jabłko wypadło mi z dłoni. Te piękne oczy.... nie... nie... Zemdlałem. Nie....