piątek, 17 stycznia 2014

Niczym anioł zabiorę Cię do piekła 1

Zszedłem do swojego laboratorium, w piwnicy. Dom poza tym były ładny i nowoczesny. Był w lesie, więc nikogo za bardzo tu nie było.  Nienawidzę ludzi. Zabili mi mojego ukochanego... Przyszedł tu kiedyś taki chłopiec. Płakał i mówił, że się zgubił, a brat poszedł po pomoc. Poprosił o schronienie. Dałem mu je. Chciałem go dotknąć... Mimo, że nienawidzę ludzi, tak bardzo potrzebowałem kogoś dotknąć... Całowałem go, ale on mnie odpychał... Więc dałem mu tabletkę gwałtu, a potem zemdlał. Leży teraz w łóżku w mojej piwnicy podpięty do urządzeń. Przyszedłem do niego i pogłaskałem go. Wiem, że panikuje. Wiem to, bardzo dobrze to wiem... Aż czuje jego strach. Patrzył na mnie, ale leżał spokojnie. Po tygodniu się przyzwyczaił. Uśmiechnąłem się zadowolony i dotykałem jego ust. Odsuwał się i jakby pojękiwał z bólu.
Zaśmiałem się i uderzyłem go mocno w policzek.
-Zostaw mnie, popieprzony psycholu ! - krzyknął i płakał. Uderzyłem go jeszcze raz, ale tym razem lekko.
-Cśśś... Nie odzywaj się tak do mnie. Nigdy. Więcej. - powiedziałem.
-Leż grzecznie. Potem się zabawimy. -dodałem i wyszedłem stamtąd. Pojechałem do pracy. Nie jest to nic niezwykłego. Pracuje w laboratorium. Tworze nowe organizmy, które mają pomóc ludzkości. Jednak... Zrobiliśmy coś takiego, jak ludzka stonoga. Jest śliczna. Sam nie chciałbym być w takim czymś, ale Ci ludzie powinni się cieszyć. W końcu, pomogli nauce, ludzkości ! To wielki czyn. Zrobiłem jeszcze małe zakupy i wróciłem do domu. Poszedłem od razu do mojej nowej zdobyczy. W piwnicy, na drugim łóżku znajdował się drugi chłopiec. Spał. Pogłaskałem go po policzku i dałem mu całusa. Aki, bo tak nazywała się moja pierwsza zdobycz, chyba był zazdrosny. Patrzył na nas i szarpał się. Oderwałem się od chłopca i poszedłem do Akiego.
-Witaj, mój malutki - pogłaskałem go po policzku. Jest taki śliczny...
-Jesteś chory ! - krzyknął i szarpał się. Zaśmiałem się. Jest zazdrosny. Jest bardzo zazdrosny.
-Ty też chcesz całusa? - spytałem gładząc go po policzku.
-Dobrze, dostaniesz. Spróbuj mnie ugryźć, a gorzko tego pożałujesz - zagroziłem i powoli się pochyliłem. Wsunąłem mu język do ust i połączyłem nasze wargi. Tylko delikatnie drgnął i zaczął odwzajemniac pocałunek. Pogładziłem go po policzku. Rozkoszny. Jest tak podobny do mojego ukochanego...
-prosze...-zaczął mnie błagac, kiedy sie oderwałem.
-prosze, wypuśc mnie stąd... - błagał nadal. Zaczął płakac.
-Wypuscic? Dlaczego miałbym zrobic coś tak głupiego?
-Prosze, ja nic nie zrobiłem... Już nigdy nie przyjdę, nikomu nic nie powiem, tylko błagam, wypuść mnie...-błagał dalej. Naprawdę jest aż tak zdesperowany? Rozumiem, psychika w końcu siada.
-Nie wypuszczę Cię. Nigdy. - zaśmiałem się jak psychol. On naprawdę myśli, że go wypuszczę? Nigdy tego nie zrobię. Pogłaskałem ich. Drugi mniej się bał. Był spokojniejszy.
-Wypuść mnie, pieprzony czubie ! - zaczął się drzeć i szarpać mój kochany Akiś.
-O nie, mój kochany, przecież już mówiłem. - zerknąłem na niego. Chociaż. Trzymam ich tutaj tak i sobie leżą. Mógłbym zrobić z nich moich słodkich, małych chłopców w spódniczkach... Byliby moi... Całkowicie mi oddani i posłuszni. Uśpiłem ich oboje. Najpierw zająłem się Akim. Wykąpałem go, wytarłem i ładnie ubrałem. Założyłem na niego piękna, koronkową sukieneczkę lekko za połowę ud i białe zakolanówki. Posadziłem go na swoim fotelu.
-Jesteś piękny, moja śliczna panienko - wyszeptałem. Drugiego chłopca przebrałem w strój pokojówki. Kiedy się ocknęli, nie mieli na nic siły.
-Akiś, od dzisiaj jesteś moją własnością. Robisz wszystko co Ci każe, czy to jasne? - powiedziałem władczo. Pokiwał głową twierdząco.
-A Ty nam usługujesz - powiedziałem do drugiego.
-Jeżeli którykolwiek z was mi się sprzeciwi, nie będę miły - powiedziałem. Po chwili odzyskali siły.
-Jak Ci na imię? - spytałem drugiego chłopca.
-Yuki... - wyszeptał.
-Yuki, zrób nam dobrą kolacje. Sobie też. - poleciłem. Jeżeli nie będą się mnie słuchać, zrobię się naprawdę nie miły. Usiadłem przy Akim.
-Ty dupku... Co nam zrobiłeś? - spytał.
-Nic, ubrałem Cie w piękną sukienkę - wyszeptałem i masowałem jego udo. Zadrżał i wbił mi paznokcie w rękę. Syknąłem i uderzyłem go mocno w policzek.
-Oj Akiś Akiś... - pogłaskałem go po policzku i ucałowałem delikatnie.
-Nigdy się chyba nie nauczysz, prawda? - wyszeptałem i posadziłem go na swoich kolanach. Nie szkodzi. Już ja się nim zajmę.
-Nauczę Cię, jak być moim słodkim Akisiem... - ścisnąłem jego pośladek. Wtulił się we mnie i drżał ze strachu. Uśmiechnąłem się zadowolony.
-Obiad, mój panie - powiedział Yuki podając nam talerze z surówką, frytkami i rybą. Wsunąłem mu dłoń pod spódniczkę i klepałem go delikatnie.
-Bardzo dobrze się spisałeś - powiedziałem, a on zarumienił się i wypiął lekko. Aki ugryzł mnie mocno. Krzyknąłem z bólu i uderzyłem go w głowę. Zemdlał.

------------------------------------------------------------------
Jest to nowe opowiadanie.
Tamto będę podpisywać "Rozdział *któryś tam*: *tytuł*" A ten "Niczym anioł zabiorę Cię do piekła"

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział szósty: Zdobyłem się na odwagę.

Przyglądałem się Tobie. Powoli usiadłem na Twoich udach i masowałem Twoje ramiona.
-Alan...? Wszystko w porządku ? - spytałeś lekko zdziwiony, może nawet przerażony. Uśmiechnąłem się i przyłożyłem palca do Twoich ust. Zabrałem go po chwili i zastąpiłem go delikatnym pocałunkiem. Zamknąłem powieki. Zdziwiłeś się jeszcze bardziej, ale objąłeś mnie.
Odsunąłem się po chwili i obserwowałem Cię.
-Tęskniłem – wyszeptałem cichutko. Uśmiechnąłeś się zadowolony i pogłaskałeś mnie po policzku. Rzuciłeś się na mnie i zacząłeś składać pocałunki na mojej szyi. Machałem nogami.
-Seba ! - starałem się wyrwać. Zaskoczyła mnie jego reakcja.
-Tak, skarbie ? - nie miałeś zamiaru przestać.
-Puszczaj mnie, Ty zboczeńcu ! - udało mi się odsunąć od Ciebie. Zaśmiałeś się i obserwowałeś mnie.
-Słodziak – posłałeś mi całusa i dotknąłeś mojego policzka.
-Zboczeniec – odpowiedziałem.
-Słodziak.
-Zbo-cze-niec – pokazałem mu język. Znowu się na mnie rzuciłeś i zacząłeś mnie całować z języczkiem. Jęknąłem zaskoczony i nieumiejętnie odwzajemniałem pocałunki. Po chwili nabrałem wprawy. Delikatnie wsunąłem dłonie w Twoje włosy.
-Słodziak – wyszeptałeś między pocałunkami. Nie chciało mi się już o to kłócić. Niech Ci będzie, jestem słodziakiem, ale Ty za to jesteś zboczeńcem. Oderwaliśmy się po chwili. Wytarłem usta.
-Musiałeś mnie obślinić, zboczeńcu ? - zerknąłem na Ciebie.
-Ach, jesteś taki słodki, że nie mogłem się powstrzymać – zaśmiałeś się. Doprawdy ?
-Idziemy gdzieś, czy będziemy tak siedzieć ? - spytałeś. Spodobała mi się nagle ta zamiana o sto osiemdziesiąt stopni. Ciesze się, że Cię pocałowałem.
-Możemy iść, ale muszę wziąć prysznic i się ubrać – powiedziałem.
-No to na co czekasz? - popchnąłeś mnie do łazienki i klepnąłeś w tyłek. Pisnąłem cicho i zarumieniłem się. Wziąłem ubrania z szafy i zamknąłem się w łazience. Wziąłem w miarę szybki prysznic i wytarłem się dokładnie. Założyłem czarne rurki i beżową bluzę z długim. Była luźna i mięciutka. I chłodna. Poprawiłem włosy i wróciłem do Ciebie. Zagwizdałeś obserwując mnie.
-No no no – zaśmiałeś się i spojrzałeś mi w oczy.
-Nie przebiorę się, nie masz na co liczyć – powiedziałem. Podszedłeś do mnie i objąłeś mnie w pasie.
-Ale czy ja powiedziałem, że mi się nie podoba? Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba – powiedziałeś uwodzącym tonem głosu. Zarumieniłem się i schowałem twarz w Twoim torsie.
-Chodźmy na śniadanie – puściłeś mnie. Ubrałem buty i wziąłem telefon. Wyszliśmy.
-Gdzie idziemy ? - spytałem patrząc na Ciebie. Wszędzie było już pełno ludzi spieszących się do pracy. Oni cały czas gdzieś się śpieszą. To nienormalne. Ja bym tak nie mógł żyć. W ciągłym stresie i biegu. Nawet nie ma czasu, żeby zjeść coś smacznego i zdrowego. Potknąłem się chyba nawet o własne nogi. Złapałeś mnie.
-Uważaj, moja księżniczko – powiedziałeś tym dziwnym, uwodzącym tonem. Nie wiem, ale jak tylko słyszę taki ton, zwłaszcza z Twoich ust, to robi mi się gorąco, a moje serce bije szybciej.
Zauważyłem czarny samochód, który praktycznie ciągle był za nami. Nie widziałem ludzi w środku, bo szyby były przyciemnione.
-Wszystko okej ? - spytałeś.
-Tak, ale nie nazywaj mnie księżniczką – powiedziałem i szedłem z nim dalej. Weszliśmy do jakiejś kawiarni.
-Ja bym zjadł jakieś ciastko, a Ty ? - spytał patrząc na menu.
-Też. I gorącą czekoladę.
-Ja wole kawę – powiedziałeś i powiedziałeś nasze zamówienie do pani za ladą. Po chwili przyniosłeś nam. Zacząłem jeść. Nie ma to jak jeść na śniadanie ciasto. Dziwne jakieś.
-Ja robię lepsze ciasta. - stwierdziłem.
-Może upieczesz kiedyś i mnie poczęstujesz ? - spytałeś pijąc kawę.
-Mogę, ale musisz mi powiedzieć, jakie lubisz – przyglądałem się mu. Wymieniłeś parę, a ja sobie zanotowałem w pamięci.
-Mogę z Tobą o czymś porozmawiać ? - spytałem.
-Jasne, o czym tylko chcesz – posłałeś mi ciepły uśmiech.
-Dlaczego masz kły ?  

sobota, 4 stycznia 2014

One shot dla Berieal

Usiadłem na kamieniu i obserwowałem rozgwieżdżone niebo. Strumyk szumiał za drzewami. Lekki powiew wiatru muskał moją twarz. Po chwili zauważyłem maskę Tobiego, a raczej Madary. Rozsunąłem gałęzie krzaków i przez małą szparkę rozejrzałem się. Zauważyłem go pod wodospadem. Prychnąłem cicho i usiadłem tak, jak wcześniej. Naprawdę ta cała sytuacja zaczyna mnie już irytować. Sasuke, mój mały braciszek pragnie mojej śmierci... To naprawdę śmieszne. Uśmiechnąłem się z politowaniem. Chociaż, zrobił się naprawdę silny. Mój mały braciszek Sasuke... Po chwili przede mną pojawił się on. Nie miał na sobie niczego. Woda spływała po jego umięśnionym ciele. Wystraszyłem się lekko.
-Mówiłem Ci już, że masz tak nie robić. - powiedziałem spokojnie i patrzyłem mu w oczy. Uśmiechnął się złośliwie i patrzył mi w oczy. Cóż, muszę przyznać, że wygląda teraz całkiem seksownie. Jego włosy, jako mokre wyglądają... tak normalnie, że aż pięknie. Przymknąłem lekko0powieki i zerknąłem na jego tors. On oparł się o gałąź nade mną i obserwował mnie. Położyłem powoli dłoń na jego torsie i przesuwałem opuszkami palców po nim. Wredny staruch. Nie musi się ciągle tak wywyższać...Madara widząc moją uległość, wykorzystał ją i zaczął mnie całować. Jęknąłem cicho zdziwiony i chciałem go ugryźć. Jednak uniemożliwił mi to zachłannymi pocałunkami. Odsunął się po chwili.
-Co Ty robisz, zgłupiałeś? - spytałem spokojnym głosem wycierając usta.
-To nie ja dotykam siebie po torsie – puścił mi oczko i pociągnął mnie za rękę. Wziął swoją maskę i poszliśmy do jego domku ukrytego na wzgórzu. Zdjął z moich pleców miecze i rzucił mnie brutalnie na miękkie łóżko z czarną pościelą. Pokój nie był duży, ale nie był też mały. Ściany były białe, a meble czarne. Łóżko było ogromne. Miało baldachim i w ogóle. Sądzę, że takie wygody mu są niepotrzebne, ale co ja mogę zdziałać? Powie, że sobie żartuje, zacznie mi prawić morały i skończy się na tym, że będę musiał iść robić jakąś bezsensowną misję. Czarnowłosy położył się obok i zaczął całować mnie po szyi. Trzymał mnie mocno za nadgarstki i dociskał je do łóżka. Kosmyki włosów opadły mi na twarz.
-Oh Itachi... - wyszeptał mi prowokującym głosem do ucha. Szarpnąłem się i lekko wystraszyłem. On naprawdę zgłupiał.
-Chyba zimne kąpiele Ci nie służą, wiesz? - powiedziałem i starałem się wyrwać, jednak na nic moje starania. Nie jestem słaby, ale Madara jest ode mnie o wiele silniejszy. Zaśmiał się i zaczął mnie rozbierać. Złapał moje nadgarstki w jedną dłoń i przywiązał do łóżka.
-Nienawidzę Cie. - powiedziałem przyglądając się mu.
-wiem – powiedział poprzedzając swoją jakże poruszającą wypowiedź głupim, wrednym chichotem.
-Ja Ciebie też kocham – dodał po chwili zerkając na mnie. Uśmiechał się teraz uwodząco. Odwróciłem głowę w bok.
-Twierdzisz, że Cię kocham? - przyglądałem się ścianie. Taka...biała.
-A tak nie jest? - przysunął się bliżej i patrzył mi głęboko w oczy. Wywołałem sharingana i chciałem wywołać na nim iluzję, ale niestety, moje starania znowu na nic. Spuściłem głowę. Ujął ją delikatnie i pocałował. Ugryzłem go mocno w dolną wargę, póki miałem okazję. Syknął i odsunał się. Podrapał mnie po boku zostawiając czerwony ślad. Zaraz z niego zaczęła lecieć krew. Poszarpaliśmy się jeszcze trochę po czym leżeliśmy przy sobie i całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. Odwiązał mnie, a wtedy objąłem go za szyję.
-Dupek...- wyszeptałem cicho, kiedy przestał mnie całować.
-Wiem – wyszeptał i zaczął mnie znowu całować. Odwzajemniałem każdy pocałunek z równą zachłannością. Turlaliliśmy się po łóżku zmieniając co chwila pozycje. Siedziałem teraz na nim. Gumka z włosów zdążyła już się zsunąć. Odsunąłem włosy do tyłu i seksownie oblizałem usta. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach. On był nagi, a ja byłem tylko w bokserkach. Zaczął się o mnie ocierać, a ja dociskałem się do niego. Nachyliłem się i pocałowałem go, gryząc jego wargi. Poczułem jego palca niebezpiecznie blisko swojego wejścia. Złapałem jego dłonie i odsunąłem.
-Nie tak szybko-powiedziałem i całowałem go po szyi. Zsuwałem się powoli pocałunkami aż do jego krocza. Polizałem jego penisa po całej długości patrząc mu prowokująco w oczy. Westchnął zadowolony i wsunął dłoń w moje włosy. Więc tego chciałeś, tak? Ssałem i delikatnie podgryzałem jego główkę. Docisnął mnie do swojego krocza. Jęknąłem cicho zdziwiony. Napalony dupek. Poruszałem głową szybko i mocno. Co jakiś czas zamykałem powieki, ale starałem się nie stracić z nim kontaktu wzrokowego. Odsunąłem się po chwili i usiadłem na jego udach. Pocałowałem go namiętnie i objąłem za szyje. Światło księżyca oświetlało nasze umięśnione, lekko spocone ciała. Wiatr delikatnie je muskał. Położyliśmy się. Znowu poczułem jego palca przy swoim wejściu, ale tym razem nie protestowałem. Poczułem go w sobie. Zacisnąłem na chwile powieki. Wzdychałem cicho zadowolony. Dodał drugiego palca, co już bardziej bolało. Przyglądał się mi ciągle. Oparłem się dłońmi o jego tors i wyginałem lekko.
-Co, podnieca Cie to? - wyszeptałem i zerknąłem mu w oczy.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo – odpowiedział z uśmiechem.
-Nie muszę, czuję na swoim udzie – powiedziałem i otarłem swoim udem o jego penisa. Westchnął i docisnął palce do mojej prostaty. Jęknąłem przeciągle i wygiąłem się bardziej, dodatkowo odchylając głowę. Rozciągałeś mnie brutalnie, a po chwili w taki sam sposób zostałem zrzucony na łóżko. Nim się zorientowałem, byłeś nade mną i wsuwałeś się we mnie. Złapałem go mocno za ramiona i przygryzałem dolną wargę.
-To boli, głupku...- wyszeptałem. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Wchodził we mnie dalej i całował mój tors. Wsunąłem dłonie w jego włosy i odchylałem głowę do tyłu. Rozsunąłem lekko nogi. Wszedł do końca i czekał, aż się przyzwyczaję. Ojej, jakiż on łaskawy. Nie trwało to długo, a łóżko uderzało o ścianę, tynk się z nich sypał.
-Zaczekaj, głupku ! - złapałem go za czoło i zatrzymałem. Oddychał ciężko. Oblizał usta i nie przestawał. Poruszał się coraz mocniej i szybciej. Pojękiwałem z bólu. Miąłem łzy w oczach. Zobaczymy, jak ja mu tak zrobię. Ciekawe, czy wtedy też mu będzie tak przyjemnie.
-Aaa...aaa... ! - jęczałem głośno z bólu. Zaczął uderzać w moją prostatę i od tego momentu robiło mi się tylko przyjemniej. Nie nadążałem już z jękami, a moje ciało drżało z rozkoszy. Doszliśmy oboje w tym samym czasie wyginając się w łuk. Oblizywałeś jeszcze usta i oddychałeś ciężko. Wysunąłeś się powoli i położyłeś się obok. Zasnąłem momentalnie. Rano, kiedy wstałem, bolał mnie niesamowicie tyłek.
-Madara....! - krzyknąłem wściekły na chyba cała okolicę.

–----------------------------------------------------------------------
1024 słowa, jestem z siebie tak niesamowicie dumna <3
Przeprasza, że tak długo i że nie dotrzymałam słowa :c
Mam nadzieje, że wybacys :c

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział piąty

Zasłonił mi usta dłonią i wykręcił rękę.
-Znalazłem kogoś – przyprowadził mnie do nich. Widać, że się wystraszyłeś, bo od razu schowałeś kły i się już nie uśmiechałeś. Jednak czerwone oczy Ci zostały. Spuściłem głowę. Mężczyzna ujął mój podbródek.
-Co tutaj robisz, malutki? - spytał. Chyba starał się być miły, ale przecież wszystko słyszałem.
-Nie jestem malutki – odsunąłem głowę. Mężczyzna, który mnie znalazł, złapał mnie za głowę i trzymał mocno.
-Zostaw go, jest ze mną – powiedziałeś. Nie patrzyłem na Ciebie. Wszytko to bardzo mi się nie podoba. Jakiś bójki, kluby, podejrzani mężczyźni, zapłakane dziewczyny... Nie podoba mi się to.
Puścili mnie, ale zostałem przywiązany do krzesła. To też mi się nie podoba. Nie jestem psem. Patrzyłem na Ciebie zły.
-Kto to? Twoja nowa zdobycz? - spytał mężczyzna, obok którego siedziałem. Zerknąłem na niego. Zdobycz?
-Zamknij się, on o niczym nie wie – warknąłeś. Zaśmiał się i głaskał mnie po głowie. Teraz to ja warknąłem.
-Nie. Dotykaj. Włosów. - powiedziałem patrząc na niego morderczo.
-Niby dlaczego? - spytał obserwując mnie. Widocznie był rozbawiony całą sytuacją. Nie wiem, jaki jesteś naprawdę. Nic już nie wiem, wszystko mi się miesza...
-Puść go i pozwól mu iść – odezwałeś się.
-Niech będzie, ale pamiętaj, następnym razem zrobię z Ciebie swoją zabaweczkę – wyszeptał mi do ucha i pozwolił mi iść. Wybiegłem stamtąd szybko. Zatrzymałem się przed klubem, w którym byłem ostatnio. Ja... Nie chce tego. Wszedłem do niego roztrzęsiony. Pytali się mnie, co się stało i tak dalej, ale powiedziałem, że to nie ważne i że to nie ma znaczenia.
-Ja... nie chce być w zespole, wybaczcie – powiedziałem kłaniając się nisko.
-Nie szkodzi. Wiedzieliśmy, że tak się stanie – powiedział rudowłosy. Pożegnaliśmy się w zgodzie i wyszedłem. Byłem już spokojniejszy. Przed oczami miałem tylko Twoje, krwistoczerwone oczy. Nigdy w to nie wierzyłem, ale czyżbyś... czyżbyś był wampirem? Uśmiechnąłem się lekko z politowaniem. Naprawdę, Alan, naprawdę? Przeczesałem dłonią włosy i poszedłem do domu. Przeciągnąłem się. Nikogo nie ma... Bynajmniej mogę się spokojnie wykąpać. Poszedłem do łazienki i nalałem ciepłej wody do wanny. Powoli się rozebrałem i wszedłem do wanny. Odprężyłem się.
-Nie ma to jak ciepła kąpiel... - powiedziałem zadowolony i zamruczałem cicho. Posiedziałem tak z pół godziny oczyszczając swój umysł z jakichkolwiek myśli. Tych dobrych i tych złych. Tych przyjemniejszych i tych mniej przyjemnych. Wyszedłem i wytarłem się. Założyłem czarny, puchaty szlafrok, który sięgał mi do połowy ud. Zawiązałem pasek na kokardkę i poszedłem na dół. Gdzie nie spojrzałem, to widziałem Twoje oczy. Naprawdę jestem przemęczony. Tylko nie wiem czym, bo nic takiego nie robię. Chyba jestem zmęczony swoim zmęczeniem. Poszedłem na górę do siebie i zadzwoniłem do ojca.
-Gdzie jesteście? - spytałem.
-Na zakupach, będziemy za jakąś godzinę. - odpowiedział zobojętniały.
-Aha. - powiedziałem i rozłączyłem się. Prychnąłem. Jak zawsze. Czuję się taki niepotrzebny. Jestem nikomu nie potrzebny. Usiadłem do komputera i włączyłem jakąś strzelankę. Grałem z innymi ludźmi z różnych krajów. Przed północą miałem tego dość i położyłem się do łóżka. Ciemno jakoś tu... Usłyszałem, jak wybiła północ na zegarze. Zadrżałem lekko i skuliłem się bardziej nie wiedząc czemu. Jakoś to... przerażające. Zasnąłem po chwili.
Byłem wtulony w czyjąś szyję. Wyczułem Twój zapach. Mmm, taki męski... Podniosłem powoli głowę. Zerknąłem na Ciebie. Byłeś martwy. Przeraziłem się. Obok nas stał ten mężczyzna z baru i śmiał się wrednie. Za nim było pełno zombie. Po chwili dziewczyna, która wtedy poprosiła Cię o pomoc szarpnęła mnie za włosy. Wśród tych zombiaków zobaczyłem ludzi, których wtedy pobiłeś. Trzymała mnie ciągle za włosy. Patrzyłem na Ciebie.
-Sebastian... - powiedziałem rozpaczliwie.
-pomóż mi... proszę, obudź się... - dodałem.
Podniosłeś się, ale też byłeś zombie. Mężczyzna pokazał nam nie palcem, a Ty rzuciłeś się na mnie i zacząłeś mnie jeść.

Podniosłem się z łóżka z krzykiem. Zasłoniłem szybko usta dłonią. Drżałem cały ze strachu. Słońce wychodziło. Sięgnąłem po telefon i wybrałem Twój numer. Czekałem niecierpliwie.
-Halo...? - spytałeś sennie.
-Sebastian ! - powiedziałem szczęśliwy.
-Ummm...przepraszam... - spuściłem głowę. I co ja robię...? Po cholerę się tak unoszę ? On nawet nie patrzy na mnie tak, jakbym chciał... Wiem, tylko marudzę i nic nie robię w tym kierunku.
-Co się stało? Miałeś zły sen ? - spytałeś czule.
-Tak... - powiedziałem cicho.
-Już wszystko w porządku, to tylko sen. Przyjść do Ciebie ? - spytałeś. Zrobiło mi się jakoś cieplej.
-Jeżeli możesz i masz ochotę... - powiedziałem.
-Będę za dziesięć minut. - powiedziałeś i rozłączyłeś się. Położyłem się do łóżka i zamknąłem powieki. To był tylko sen... Tylko sen... A on żyje. I jest dla mnie za miły. Nigdy nie miałem odwagi zagadać. Jestem wkurzającym, zakochanym po uszy dzieciakiem... To irytujące. Uśmiechnąłem się trochę smutno. Wszedłeś przez okno. Pisnąłem cicho wystraszony i zakryłem się kołdrą. Patrzyłem na Ciebie wystraszony.
-C-c-c-c-c-co t-to ma znaczyć?! - spytałem. Uśmiechnąłeś się lekko. Zarumieniłem się lekko i odwróciłem wzrok. Kocham Twój uśmiech...
-Chciałeś, żebym przyszedł. - powiedziałeś i usiadłeś obok. Przytuliłeś mnie do siebie czule i głaskałeś po głowie.
-No już, to był tylko sen... Zwykły sen... - wyszeptałeś. Wtuliłem się delikatnie. Taki ciepły... Wampiry raczej nigdy nie są ciepłe. Albo może to ja się nie znam. Mmm, nie ważne. Wampiry nie istnieją. Przewidziało mi się i tyle. Zerknąłem niepewnie na Ciebie. Delikatnie się odsunąłem, ale trzymałem dłonie na twoich przedramionach.
-Sebastian....? - spytałem niepewnie. Jeżeli on nie zacznie, jeżeli on nie zauważy to....
-Tak? - spytałeś lekko zaskoczony moją śmiałością. Tak mi się wydaję.

-----------------------------------------------------
One shot dla Berieal jutro.

czwartek, 2 stycznia 2014

Kurogami dla Chiimamire

-Dobra robota, co nie, chłopaki!? - spytał szczęśliwy Kogenai. Fajnie, że nawet nie wszedł an boisko.
-Taa! - odpowiedziała reszta chórem. Ja i Kuroko szliśmy za nimi, trochę w tyle. Zerknąłem na niego. Wydaje się być jakiś smutny.
-Ej! A Ty co? Nie cieszysz się, że wygraliśmy ? - poczochrałem mu włosy.
-Jestem szczęśliwy. - odpowiedział tym swoim poważnym tonem. Westchnąłem ciężko. Czasami nie mam pojęcia, co mu jest. Poszliśmy coś zjeść do naszej ulubionej knajpki. Usiadłem i zamówiłem sobie, odpowiednią dla mnie, porcję. Jak szaleć to szaleć! Założyłem się z Hyungą o nową piłkę. Było tego z około sto, ale ja dam radę. W końcu dla mnie to nic. Nigdzie nie widziałem Kuroko. Pewnie siedzi obok mnie i zaraz wyskoczy z tym swoim „Kagami-kun”. Martwię się.
-Start! - powiedział Hyunga i zacząłem jeść. Po 5 minutach były tylko papierki. Odchyliłem głowę do tył u i podniosłem rękę w górę.
-Wygrałem...! - powiedziałem ledwo żywy. Hyy, rzygać mi się chcę... Odsapnąłem trochę i patrzyłem za okno. Zaczęło padać. Super, ciekawe, jak ja dojdę do domu. Westchnąłem ciężko i rozejrzałem się. Nadal nie widzę nigdzie Kuroko... Wyszliśmy po chwili. Każdy z nas poszedł w swoją stronę wcześniej się żegnając. Szedłem powoli. Trudno, biec nie będę, bo na serio zwymiotuje, a tak to najwyżej zmoknę i się przeziębię. Dla mnie lepsze to niż wymiotowanie, fuj.
Wyrzuciłem pusty kubek po coli i po chwili byłem zmuszony biec. Ktoś ciągnął mnie za rękę. Zobaczyłem niebieską czuprynkę. Starałem się go za trzymać.
-Ej! Kuroko! - krzyknąłem. Co go znowu opętało?! Wbiegliśmy po chwili do mojego pokoju. Przypomniało mi się to, jak po pierwszej połowie pytał, czy jestem sam w domu. Rzucił mnie na łóżko i zawisnął nade mną. Miałem rozpiętą koszulę, a pod nią nic. Patrzyłem na niego zdziwiony.
-Ej, Kuroko... - wysunąłem dłoń w jego stronę chcąc odsunąć włosy z jego oczu, bo nic nie widziałem. Odsunął ją i pochylił się. Wziął mój naszyjnik między wargi i wydał z siebie dźwięk podobny do cichego mruknięcia. Wysunąłem jednak dłoń i wsunąłem mu ją delikatnie we włosy, a druga położyłem na jego biodrze. Przyglądałem się mu uważnie. Jest taki...zimny. Przesuwałem powoli dłonią po jego boku. Nie mogłem się powstrzymać od tego, aby nie dotknąć jego delikatnej skóry. Wsunąłem mu dłoń pod bluzę i koszulkę. Miziałem go opuszkami palców i przyglądałem się mu. Podrapałem go za uszkiem. Puścił w końcu mój naszyjnik i przysunął się do mnie. Pocałował mnie delikatnie i nieumiejętnie. Widać, że nigdy tego nie robił z żadną dziewczyną. Zdziwiłem się trochę, ale powoli odwzajemniłem pocałunek. Jednak jesteśmy chłopakami tak ?! To trochę...dziwne, ale w sumie to ja mu pokazałem, że...chcę. I co on sobie teraz o mnie pomyśli? Pewnie to, że jestem jakiś powalonym gejem z dziwnymi marzeniami. Ale on stara się mi pomóc. Tak, pokonam całe pokolenie cudów i stanę się silniejszy...! Moją jakże ciekawe rozmyślenia przerwał jego język w moich ustach. Westchnąłem cicho w jego usta jakby... zadowolony? Tak, byłem z tego powodu szczęśliwy i spodobało mi się to. Zacisnąłem lekko dłoń w jego włosach i pogłębiałem coraz bardziej pocałunek. Czułem, że mam coraz mniej miejsca w bokserkach. Obserwowałem uważnie Kuroko. Teraz taki słodziutki, niewinny... Ale taki..drapieżny, trochę. Podoba mi się to. Mógłby częściej tak robić. Oplótł moją szyję rękoma i napierał swoim ciałkiem na moje. Całowałem go zachłanniej. Zsunąłem powoli dłonie na jego tyłek i ścisnąłem go. Mh...pewnie nie jedna dziewczyna mu zazdrości. Taki seksowny, jędrny tyłek. Zacząłem go trochę bezczelnie macać, ale mam nadzieję, że nie ma nic przeciwko.
-Kuroko... - wyszeptałem cicho między pocałunkami. Oderwał się ode mnie jak na zawołanie i zsunął się pocałunkami na mój tors. Drapałem go za uszkiem. Zsunął ze mnie bluzę i masował moje ramiona.
-Oh... - westchnąłem zadowolony i wsunąłem mu dłoń w majtki. Jemu też stanął. Lekko się zarumieniłem zawstydzony. Noo... w sumie, ja też pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Opamiętałem się i przestałem się czerwienić. Robiłem mu dobrze ręką i wsłuchiwałem się w jego ciche jęki. Mógłby głośniej, są śliczne. Takie podniecające i prowokujące. Posadziłem go na swoich udach i podniosłem się do siadu. Zacząłem go całować po szyjce. Zsuwałem z niego powoli bluzę. Zauważyłem, jak jego policzki zmieniają barwę na różową. Słodkie. Zamruczałem zadowolony i zdjąłem z niego koszulkę. Zacząłem ssać i lizać na przemian jego sutki. Drugi ''zaspokajałem'' palcami. Jęknąłeś głośniej. Mmmm, w końcu. Jakie piękne. Położyłem go po chwili pod sobą i zsuwałem się pocałunkami coraz niżej. Polizałem go nad gumką i zsunąłem spodnie w tym samym momencie. Masowałem jego krocze. Przyglądałem się mu. Rozsunął niepewnie nóżki i zasłonią swoje oczy przegubem. Więc o to mu chodziło, kiedy pytał, czy jestem sam. Uśmiechnąłem się lekko i wyjąłem jego penisa. Powoli wsunąłem go do ust i robiłem mu dobrze. Ssałem go co jakiś czas. Czując, że jest bliski wysunąłem go i powoli wsunąłem mu palca do tyłeczka. Przyglądałem się mu. Syknął i zacisnął dłonie. Kiedy tylko usłyszałem taki albo podobny dźwięk, zatrzymywałem palca, a potem wsuwałem dalej. Nie chcę go skrzywdzić. Zależy mi na nim. I chyba nie tylko w taki sposób, jak na koledze czy bratu. Chyba go kocham. Chyba. Pochyliłem się nad nim i zacząłem go całować. Od razu objął mnie rękoma i nieumiejętnie odwzajemniał pocałunki. Po chwili chwycił to i szło mu znacznie lepiej. Nauczy się czegoś nowego. Zaśmiałem się w duchu i poruszałem w nim lekko palcem. To, jak się spinał i śmielej pojękiwał mu w usta, bardzo mi się spodobało. Podniecało mnie to. Wsunąłem po chwili drugiego i trzeciego. Starałem się go dobrze rozciągnąć, żeby nie bolało. Podniosłem się i przyglądał się mu. Znowu zasłonił swoją zarumienioną buźkę i rozsunął szerzej nogi. Podniósł je nawet. Wszedłem od razu. Zagryzł dolną wargę. Odczekałem cierpliwie cały czas masując jego usta. Po chwili pozwolił mi działać lekkim skinieniem głowy. Zadowolony delikatnie zacząłem się w nim poruszać. Ciasno, ugh. Złapał mnie za rękę i splótł ze mną palce. Pojękiwał. Zacząłem uderzać w jego prostatę. Moje ruchy były coraz szybsze i mocniejsze. Nie trzeba było dużo ,a oboje szczytowaliśmy. Wygiąłem się lekko w łuk tak samo jak on. Opadłem obok. Oddychałem ciężko, on też. Byliśmy spoceni. Po jakiś pięciu minutach oddychaliśmy normalnie. W końcu odsłonił twarz. Niestety, już nie zarumienioną. Bawił się moim naszyjnikiem w palcach, a ja masowałem jego biodro. Patrzyłem mu w oczka.
-kochasz mnie, co ? - uśmiechnąłem się lekko. Bałem się odpowiedzi.
-Tak – powiedział patrząc mi głęboko w oczy. Ucieszyłem się niesamowicie.
-Oh, Kuroko ! - rzuciłem się na niego i całowałem go. Wyrwał mi się i próbował wołać o pomoc. Kocham go.

–---------------------------------------------------------------------
1079, łuhu! <3
Chiimisiu, przepraszam, że tak długo, ale mam nadzieję, że tym razem nie nakrzyczysz i że Ci się podobało. Postarałam się, naprawdę.

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział czwarty: Randka.

Po chwili kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Jezus... Musi nam zawsze ktoś przeszkodzić. Odsunąłem się i zarumieniony spuściłem głowę.
-Smacznego – powiedziałem i zacząłem jeść.
-Smacznego – odpowiedziałeś i również zacząłeś jeść. Chciałbym, żebyś mnie pocałował. Wiem, że to niemożliwe. Niepotrzebnie się łudzę. Jeżeli będziesz chciał to do mnie zagada. Czuję, że przez moje zachowanie tego nie robisz. Zjadłem w dość szybkim tempie i wypiłem sok. Przyglądałem Ci się.
-Alan, opowiesz mi coś o sobie? - spytałeś. Zdziwiłem się lekko. Poprawiłem brązową czuprynkę.
-To znaczy...?
-No wiesz, nie widzieliśmy się dziesięć lat i nic o Tobie nie wiem. Znam tylko dawnego Alana. - wyjaśniłeś.
-No... mam na imię Alan, co już wiesz i co mnie dziwi. Interesuję się trochę sportem, muzyką, rysunkiem, fotografią i mangą. - przyglądałem się mu.
-Narysowałbyś dla mnie coś kiedyś ? - spytałeś. Było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie. Zawsze chciałem. Nie wiem, ile mi to zajmie, ale postaram się.
-Jasne – uśmiechnąłem się lekko. Zapadła cisza.
-No... więc... Może teraz Ty mi coś opowiesz o sobie? Pewnie bardzo się zmieniłeś. - przyglądałem się Tobie.
-A co chciałbyś wiedzieć?-spytałeś.
-Nie wiem, najlepiej wszystko. - zerknąłem na Ciebie.
-Może, czym się teraz zajmujesz? Nadal grasz w kosza? - spytałem po chwili, widząc, ze Ty nie masz najmniejszego zamiaru nic powiedzieć dopóki nie zapytam.
-Gram. - odpowiedziałeś krótko. Westchnąłem cicho. Pewnie, jeszcze trzeba było odpowiedzieć „no”.
-I jak Ci idzie ? - zerknąłem na Ciebie i lekko się uśmiechnąłem.
-Dobrze. - odpowiedziałeś i przyglądałeś się mi.
-Wiesz, ja jakoś źle się czuję, pójdę do domu. Przepraszam, pieniądze oddam Ci później. - wstałem i ubrałem się. Patrzyłeś na mnie. Nie zdziwiło Cię to. Nie wiedziałem, czy teraz jesteś zły czy jest Ci to zupełnie obojętne. Wyszedłem spokojnie, a potem zacząłem biec przez park do domu. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale zatrzymywałem je na siłę. Zatrzymałem się na chwilę i poszedłem do jakiegoś klubu, z którego słyszałem muzykę.
-Dzień dobry... - przywitałem się niepewnie i rozejrzałem. Nie było tutaj nikogo poza trzema chłopakami. Ustawiali sprzęt.
-O, hej, mały – przywitał mnie jakiś chłopak. Wcale nie jestem mały.
-Mamy jakiegoś słodziaka! - zawołał tamtych dwóch chłopaków. Byli przystojni. Ten, który stał koło mnie miał rude włosy z małymi koralikami we włosach i bladą cerę. Miał ładny uśmiech i to mi się najbardziej w nim spodobało, a oczy miał szare. Pierwszy, który do nas przyszedł, jak się później dowiedziałem, nazywa się Krystian. Ma brązowe włosy z zielonym pasemkiem przy twarzy i zielone oczy. Też był blady i miał kolorowy tatuaż na ramieniu. Drugi mężczyzna miał złote oczy i długie, czarne włosy związane w warkocz. Miał nieco ciemniejszą karnacje od nich, ale nadal jasną. Miał na imię Rei.
-Jestem Greg – powiedział chłopak stojący obok mnie. Lekko się uśmiechnął.
-Wyglądasz na wystraszonego – powiedział Rei.
-Nie, wszystko w porządku. - wytarłem oczy. Przyglądałem się im.
-Umiesz śpiewać? - spytał Greg dając mi duży plik kartek. Zerknąłem na to i przeczytałem parę linijek tekstu.
-Mam to zaśpiewać? - zdziwiłem się lekko.
-No, spróbujesz. Zagramy Ci i w ogóle – usiedli na swoje ''stanowiska”. Zaczęli grać ciężką muzykę. Dali mi mikrofon.
-Po prostu wyobraź sobie, że jesteś sam. - powiedział Greg i odsunął się. Zacząłem śpiewać, a bardziej się drzeć, bo tak mi się wydawało, że ma być. Raz tak raz tak.
-Nieźle – powiedział Rei i lekko się uśmiechnął.
-Dziękuję – powiedziałem odwzajemniając uśmiech.
-Wchodzisz do nas do zespołu? Nie mamy wokalisty, bo się rozmyślił i nie mamy jak zacząć.
-Nie wiem, musiałbym to przemyśleć – powiedziałem. Dzisiejszy dzień mnie zaskakuje. Spotkanie z Tobą i jeszcze oni. W ogóle, ja w zespole? Przecież ja nie potrafię śpiewać, nie wiem, co oni widzą we mnie. Dali mi swoje wizytówki i pożegnaliśmy się. Powolnie wracałem do domu. Z daleka zauważyłem Ciebie. Ciekawiło mnie dokąd idziesz, ale jednocześnie moja ciekawość mnie irytuje. To tak, jakbym właził Ci w życie butami. Sam bym tego nie chciał. Zacząłem za nim iść. Jeszcze Cię śledzę. Powinienem iść chyba do psychiatry. Poszedłem za Tobą do jakiegoś klubu i schowałem się. Spotkałeś się z jakimiś facetami ubranymi w czarne garnitury i czarne okulary. Przepuścili Cię na zaplecze. Poszedłem tam i prześlizgnąłem się im jakoś. Schowałem się za ścianą. Siedziały koło Ciebie dwie kobiety skąpo ubrane, ale szybko je odepchnąłeś. Poczułem ciepło w sercu. Może faktycznie coś do mnie czujesz... Napiłeś się.
-Nie mam jak się przez Ciebie wytłumaczyć. Zabiłeś wczoraj 6 osób, myślisz, że co ja jestem? - powiedział jakiś facet. Uśmiechnąłeś się tylko. Dostrzegłem długie kły i czerwone oczy. Twój złośliwy uśmiech jeszcze bardziej przyprawiał mnie o dreszcze. Moje oczy rozszerzyły się. Byłem w szoku. Byłem wystraszony. Po chwili złapał mnie jakiś facet za rękę.
-Ej, co Ty tu robisz? - odwróciłem się powoli.