Usiadłem na kamieniu i obserwowałem
rozgwieżdżone niebo. Strumyk szumiał za drzewami. Lekki powiew
wiatru muskał moją twarz. Po chwili zauważyłem maskę Tobiego, a
raczej Madary. Rozsunąłem gałęzie krzaków i przez małą szparkę
rozejrzałem się. Zauważyłem go pod wodospadem. Prychnąłem cicho
i usiadłem tak, jak wcześniej. Naprawdę ta cała sytuacja zaczyna
mnie już irytować. Sasuke, mój mały braciszek pragnie mojej
śmierci... To naprawdę śmieszne. Uśmiechnąłem się z
politowaniem. Chociaż, zrobił się naprawdę silny. Mój mały
braciszek Sasuke... Po chwili przede mną pojawił się on. Nie miał
na sobie niczego. Woda spływała po jego umięśnionym ciele.
Wystraszyłem się lekko.
-Mówiłem Ci już, że masz tak nie robić. - powiedziałem spokojnie i patrzyłem mu w oczy. Uśmiechnął się złośliwie i patrzył mi w oczy. Cóż, muszę przyznać, że wygląda teraz całkiem seksownie. Jego włosy, jako mokre wyglądają... tak normalnie, że aż pięknie. Przymknąłem lekko0powieki i zerknąłem na jego tors. On oparł się o gałąź nade mną i obserwował mnie. Położyłem powoli dłoń na jego torsie i przesuwałem opuszkami palców po nim. Wredny staruch. Nie musi się ciągle tak wywyższać...Madara widząc moją uległość, wykorzystał ją i zaczął mnie całować. Jęknąłem cicho zdziwiony i chciałem go ugryźć. Jednak uniemożliwił mi to zachłannymi pocałunkami. Odsunął się po chwili.
-Co Ty robisz, zgłupiałeś? - spytałem spokojnym głosem wycierając usta.
-To nie ja dotykam siebie po torsie – puścił mi oczko i pociągnął mnie za rękę. Wziął swoją maskę i poszliśmy do jego domku ukrytego na wzgórzu. Zdjął z moich pleców miecze i rzucił mnie brutalnie na miękkie łóżko z czarną pościelą. Pokój nie był duży, ale nie był też mały. Ściany były białe, a meble czarne. Łóżko było ogromne. Miało baldachim i w ogóle. Sądzę, że takie wygody mu są niepotrzebne, ale co ja mogę zdziałać? Powie, że sobie żartuje, zacznie mi prawić morały i skończy się na tym, że będę musiał iść robić jakąś bezsensowną misję. Czarnowłosy położył się obok i zaczął całować mnie po szyi. Trzymał mnie mocno za nadgarstki i dociskał je do łóżka. Kosmyki włosów opadły mi na twarz.
-Oh Itachi... - wyszeptał mi prowokującym głosem do ucha. Szarpnąłem się i lekko wystraszyłem. On naprawdę zgłupiał.
-Chyba zimne kąpiele Ci nie służą, wiesz? - powiedziałem i starałem się wyrwać, jednak na nic moje starania. Nie jestem słaby, ale Madara jest ode mnie o wiele silniejszy. Zaśmiał się i zaczął mnie rozbierać. Złapał moje nadgarstki w jedną dłoń i przywiązał do łóżka.
-Nienawidzę Cie. - powiedziałem przyglądając się mu.
-wiem – powiedział poprzedzając swoją jakże poruszającą wypowiedź głupim, wrednym chichotem.
-Ja Ciebie też kocham – dodał po chwili zerkając na mnie. Uśmiechał się teraz uwodząco. Odwróciłem głowę w bok.
-Twierdzisz, że Cię kocham? - przyglądałem się ścianie. Taka...biała.
-A tak nie jest? - przysunął się bliżej i patrzył mi głęboko w oczy. Wywołałem sharingana i chciałem wywołać na nim iluzję, ale niestety, moje starania znowu na nic. Spuściłem głowę. Ujął ją delikatnie i pocałował. Ugryzłem go mocno w dolną wargę, póki miałem okazję. Syknął i odsunał się. Podrapał mnie po boku zostawiając czerwony ślad. Zaraz z niego zaczęła lecieć krew. Poszarpaliśmy się jeszcze trochę po czym leżeliśmy przy sobie i całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. Odwiązał mnie, a wtedy objąłem go za szyję.
-Dupek...- wyszeptałem cicho, kiedy przestał mnie całować.
-Wiem – wyszeptał i zaczął mnie znowu całować. Odwzajemniałem każdy pocałunek z równą zachłannością. Turlaliliśmy się po łóżku zmieniając co chwila pozycje. Siedziałem teraz na nim. Gumka z włosów zdążyła już się zsunąć. Odsunąłem włosy do tyłu i seksownie oblizałem usta. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach. On był nagi, a ja byłem tylko w bokserkach. Zaczął się o mnie ocierać, a ja dociskałem się do niego. Nachyliłem się i pocałowałem go, gryząc jego wargi. Poczułem jego palca niebezpiecznie blisko swojego wejścia. Złapałem jego dłonie i odsunąłem.
-Nie tak szybko-powiedziałem i całowałem go po szyi. Zsuwałem się powoli pocałunkami aż do jego krocza. Polizałem jego penisa po całej długości patrząc mu prowokująco w oczy. Westchnął zadowolony i wsunął dłoń w moje włosy. Więc tego chciałeś, tak? Ssałem i delikatnie podgryzałem jego główkę. Docisnął mnie do swojego krocza. Jęknąłem cicho zdziwiony. Napalony dupek. Poruszałem głową szybko i mocno. Co jakiś czas zamykałem powieki, ale starałem się nie stracić z nim kontaktu wzrokowego. Odsunąłem się po chwili i usiadłem na jego udach. Pocałowałem go namiętnie i objąłem za szyje. Światło księżyca oświetlało nasze umięśnione, lekko spocone ciała. Wiatr delikatnie je muskał. Położyliśmy się. Znowu poczułem jego palca przy swoim wejściu, ale tym razem nie protestowałem. Poczułem go w sobie. Zacisnąłem na chwile powieki. Wzdychałem cicho zadowolony. Dodał drugiego palca, co już bardziej bolało. Przyglądał się mi ciągle. Oparłem się dłońmi o jego tors i wyginałem lekko.
-Co, podnieca Cie to? - wyszeptałem i zerknąłem mu w oczy.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo – odpowiedział z uśmiechem.
-Nie muszę, czuję na swoim udzie – powiedziałem i otarłem swoim udem o jego penisa. Westchnął i docisnął palce do mojej prostaty. Jęknąłem przeciągle i wygiąłem się bardziej, dodatkowo odchylając głowę. Rozciągałeś mnie brutalnie, a po chwili w taki sam sposób zostałem zrzucony na łóżko. Nim się zorientowałem, byłeś nade mną i wsuwałeś się we mnie. Złapałem go mocno za ramiona i przygryzałem dolną wargę.
-To boli, głupku...- wyszeptałem. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Wchodził we mnie dalej i całował mój tors. Wsunąłem dłonie w jego włosy i odchylałem głowę do tyłu. Rozsunąłem lekko nogi. Wszedł do końca i czekał, aż się przyzwyczaję. Ojej, jakiż on łaskawy. Nie trwało to długo, a łóżko uderzało o ścianę, tynk się z nich sypał.
-Zaczekaj, głupku ! - złapałem go za czoło i zatrzymałem. Oddychał ciężko. Oblizał usta i nie przestawał. Poruszał się coraz mocniej i szybciej. Pojękiwałem z bólu. Miąłem łzy w oczach. Zobaczymy, jak ja mu tak zrobię. Ciekawe, czy wtedy też mu będzie tak przyjemnie.
-Aaa...aaa... ! - jęczałem głośno z bólu. Zaczął uderzać w moją prostatę i od tego momentu robiło mi się tylko przyjemniej. Nie nadążałem już z jękami, a moje ciało drżało z rozkoszy. Doszliśmy oboje w tym samym czasie wyginając się w łuk. Oblizywałeś jeszcze usta i oddychałeś ciężko. Wysunąłeś się powoli i położyłeś się obok. Zasnąłem momentalnie. Rano, kiedy wstałem, bolał mnie niesamowicie tyłek.
-Madara....! - krzyknąłem wściekły na chyba cała okolicę.
–----------------------------------------------------------------------
1024 słowa, jestem z siebie tak niesamowicie dumna <3
Przeprasza, że tak długo i że nie dotrzymałam słowa :c
Mam nadzieje, że wybacys :c
-Mówiłem Ci już, że masz tak nie robić. - powiedziałem spokojnie i patrzyłem mu w oczy. Uśmiechnął się złośliwie i patrzył mi w oczy. Cóż, muszę przyznać, że wygląda teraz całkiem seksownie. Jego włosy, jako mokre wyglądają... tak normalnie, że aż pięknie. Przymknąłem lekko0powieki i zerknąłem na jego tors. On oparł się o gałąź nade mną i obserwował mnie. Położyłem powoli dłoń na jego torsie i przesuwałem opuszkami palców po nim. Wredny staruch. Nie musi się ciągle tak wywyższać...Madara widząc moją uległość, wykorzystał ją i zaczął mnie całować. Jęknąłem cicho zdziwiony i chciałem go ugryźć. Jednak uniemożliwił mi to zachłannymi pocałunkami. Odsunął się po chwili.
-Co Ty robisz, zgłupiałeś? - spytałem spokojnym głosem wycierając usta.
-To nie ja dotykam siebie po torsie – puścił mi oczko i pociągnął mnie za rękę. Wziął swoją maskę i poszliśmy do jego domku ukrytego na wzgórzu. Zdjął z moich pleców miecze i rzucił mnie brutalnie na miękkie łóżko z czarną pościelą. Pokój nie był duży, ale nie był też mały. Ściany były białe, a meble czarne. Łóżko było ogromne. Miało baldachim i w ogóle. Sądzę, że takie wygody mu są niepotrzebne, ale co ja mogę zdziałać? Powie, że sobie żartuje, zacznie mi prawić morały i skończy się na tym, że będę musiał iść robić jakąś bezsensowną misję. Czarnowłosy położył się obok i zaczął całować mnie po szyi. Trzymał mnie mocno za nadgarstki i dociskał je do łóżka. Kosmyki włosów opadły mi na twarz.
-Oh Itachi... - wyszeptał mi prowokującym głosem do ucha. Szarpnąłem się i lekko wystraszyłem. On naprawdę zgłupiał.
-Chyba zimne kąpiele Ci nie służą, wiesz? - powiedziałem i starałem się wyrwać, jednak na nic moje starania. Nie jestem słaby, ale Madara jest ode mnie o wiele silniejszy. Zaśmiał się i zaczął mnie rozbierać. Złapał moje nadgarstki w jedną dłoń i przywiązał do łóżka.
-Nienawidzę Cie. - powiedziałem przyglądając się mu.
-wiem – powiedział poprzedzając swoją jakże poruszającą wypowiedź głupim, wrednym chichotem.
-Ja Ciebie też kocham – dodał po chwili zerkając na mnie. Uśmiechał się teraz uwodząco. Odwróciłem głowę w bok.
-Twierdzisz, że Cię kocham? - przyglądałem się ścianie. Taka...biała.
-A tak nie jest? - przysunął się bliżej i patrzył mi głęboko w oczy. Wywołałem sharingana i chciałem wywołać na nim iluzję, ale niestety, moje starania znowu na nic. Spuściłem głowę. Ujął ją delikatnie i pocałował. Ugryzłem go mocno w dolną wargę, póki miałem okazję. Syknął i odsunał się. Podrapał mnie po boku zostawiając czerwony ślad. Zaraz z niego zaczęła lecieć krew. Poszarpaliśmy się jeszcze trochę po czym leżeliśmy przy sobie i całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. Odwiązał mnie, a wtedy objąłem go za szyję.
-Dupek...- wyszeptałem cicho, kiedy przestał mnie całować.
-Wiem – wyszeptał i zaczął mnie znowu całować. Odwzajemniałem każdy pocałunek z równą zachłannością. Turlaliliśmy się po łóżku zmieniając co chwila pozycje. Siedziałem teraz na nim. Gumka z włosów zdążyła już się zsunąć. Odsunąłem włosy do tyłu i seksownie oblizałem usta. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach. On był nagi, a ja byłem tylko w bokserkach. Zaczął się o mnie ocierać, a ja dociskałem się do niego. Nachyliłem się i pocałowałem go, gryząc jego wargi. Poczułem jego palca niebezpiecznie blisko swojego wejścia. Złapałem jego dłonie i odsunąłem.
-Nie tak szybko-powiedziałem i całowałem go po szyi. Zsuwałem się powoli pocałunkami aż do jego krocza. Polizałem jego penisa po całej długości patrząc mu prowokująco w oczy. Westchnął zadowolony i wsunął dłoń w moje włosy. Więc tego chciałeś, tak? Ssałem i delikatnie podgryzałem jego główkę. Docisnął mnie do swojego krocza. Jęknąłem cicho zdziwiony. Napalony dupek. Poruszałem głową szybko i mocno. Co jakiś czas zamykałem powieki, ale starałem się nie stracić z nim kontaktu wzrokowego. Odsunąłem się po chwili i usiadłem na jego udach. Pocałowałem go namiętnie i objąłem za szyje. Światło księżyca oświetlało nasze umięśnione, lekko spocone ciała. Wiatr delikatnie je muskał. Położyliśmy się. Znowu poczułem jego palca przy swoim wejściu, ale tym razem nie protestowałem. Poczułem go w sobie. Zacisnąłem na chwile powieki. Wzdychałem cicho zadowolony. Dodał drugiego palca, co już bardziej bolało. Przyglądał się mi ciągle. Oparłem się dłońmi o jego tors i wyginałem lekko.
-Co, podnieca Cie to? - wyszeptałem i zerknąłem mu w oczy.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo – odpowiedział z uśmiechem.
-Nie muszę, czuję na swoim udzie – powiedziałem i otarłem swoim udem o jego penisa. Westchnął i docisnął palce do mojej prostaty. Jęknąłem przeciągle i wygiąłem się bardziej, dodatkowo odchylając głowę. Rozciągałeś mnie brutalnie, a po chwili w taki sam sposób zostałem zrzucony na łóżko. Nim się zorientowałem, byłeś nade mną i wsuwałeś się we mnie. Złapałem go mocno za ramiona i przygryzałem dolną wargę.
-To boli, głupku...- wyszeptałem. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Wchodził we mnie dalej i całował mój tors. Wsunąłem dłonie w jego włosy i odchylałem głowę do tyłu. Rozsunąłem lekko nogi. Wszedł do końca i czekał, aż się przyzwyczaję. Ojej, jakiż on łaskawy. Nie trwało to długo, a łóżko uderzało o ścianę, tynk się z nich sypał.
-Zaczekaj, głupku ! - złapałem go za czoło i zatrzymałem. Oddychał ciężko. Oblizał usta i nie przestawał. Poruszał się coraz mocniej i szybciej. Pojękiwałem z bólu. Miąłem łzy w oczach. Zobaczymy, jak ja mu tak zrobię. Ciekawe, czy wtedy też mu będzie tak przyjemnie.
-Aaa...aaa... ! - jęczałem głośno z bólu. Zaczął uderzać w moją prostatę i od tego momentu robiło mi się tylko przyjemniej. Nie nadążałem już z jękami, a moje ciało drżało z rozkoszy. Doszliśmy oboje w tym samym czasie wyginając się w łuk. Oblizywałeś jeszcze usta i oddychałeś ciężko. Wysunąłeś się powoli i położyłeś się obok. Zasnąłem momentalnie. Rano, kiedy wstałem, bolał mnie niesamowicie tyłek.
-Madara....! - krzyknąłem wściekły na chyba cała okolicę.
–----------------------------------------------------------------------
1024 słowa, jestem z siebie tak niesamowicie dumna <3
Przeprasza, że tak długo i że nie dotrzymałam słowa :c
Mam nadzieje, że wybacys :c
Dziękuje za shota. Pomysł bardzo fajny i podobało mi się bardzo, gdy Itaś określał Madare mianem dupka. Tak bardzo trafne xDDD Tylko wciąż zastanawia mnie, czy oni byli razem i Itachi się droczył z nim, tak się stawiając czy nie. Końcówka mnie rozwaliła xD Tak więc zwłokę wybaczam CCC:
OdpowiedzUsuńTo dobrze. Ciesze się, że Ci się podobało. Mam nadzieję, że przeczytasz kolejny rozdział C: Jeżeli chcesz, możesz również polecić bloga swoim znajomym, nie mam nic przeciwko xd
Usuń