Po chwili kelnerka przyniosła nasze
zamówienie. Jezus... Musi nam zawsze ktoś przeszkodzić. Odsunąłem
się i zarumieniony spuściłem głowę.
-Smacznego – powiedziałem i zacząłem jeść.
-Smacznego – odpowiedziałeś i również zacząłeś jeść. Chciałbym, żebyś mnie pocałował. Wiem, że to niemożliwe. Niepotrzebnie się łudzę. Jeżeli będziesz chciał to do mnie zagada. Czuję, że przez moje zachowanie tego nie robisz. Zjadłem w dość szybkim tempie i wypiłem sok. Przyglądałem Ci się.
-Alan, opowiesz mi coś o sobie? - spytałeś. Zdziwiłem się lekko. Poprawiłem brązową czuprynkę.
-To znaczy...?
-No wiesz, nie widzieliśmy się dziesięć lat i nic o Tobie nie wiem. Znam tylko dawnego Alana. - wyjaśniłeś.
-No... mam na imię Alan, co już wiesz i co mnie dziwi. Interesuję się trochę sportem, muzyką, rysunkiem, fotografią i mangą. - przyglądałem się mu.
-Narysowałbyś dla mnie coś kiedyś ? - spytałeś. Było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie. Zawsze chciałem. Nie wiem, ile mi to zajmie, ale postaram się.
-Jasne – uśmiechnąłem się lekko. Zapadła cisza.
-No... więc... Może teraz Ty mi coś opowiesz o sobie? Pewnie bardzo się zmieniłeś. - przyglądałem się Tobie.
-A co chciałbyś wiedzieć?-spytałeś.
-Nie wiem, najlepiej wszystko. - zerknąłem na Ciebie.
-Może, czym się teraz zajmujesz? Nadal grasz w kosza? - spytałem po chwili, widząc, ze Ty nie masz najmniejszego zamiaru nic powiedzieć dopóki nie zapytam.
-Gram. - odpowiedziałeś krótko. Westchnąłem cicho. Pewnie, jeszcze trzeba było odpowiedzieć „no”.
-I jak Ci idzie ? - zerknąłem na Ciebie i lekko się uśmiechnąłem.
-Dobrze. - odpowiedziałeś i przyglądałeś się mi.
-Wiesz, ja jakoś źle się czuję, pójdę do domu. Przepraszam, pieniądze oddam Ci później. - wstałem i ubrałem się. Patrzyłeś na mnie. Nie zdziwiło Cię to. Nie wiedziałem, czy teraz jesteś zły czy jest Ci to zupełnie obojętne. Wyszedłem spokojnie, a potem zacząłem biec przez park do domu. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale zatrzymywałem je na siłę. Zatrzymałem się na chwilę i poszedłem do jakiegoś klubu, z którego słyszałem muzykę.
-Dzień dobry... - przywitałem się niepewnie i rozejrzałem. Nie było tutaj nikogo poza trzema chłopakami. Ustawiali sprzęt.
-O, hej, mały – przywitał mnie jakiś chłopak. Wcale nie jestem mały.
-Mamy jakiegoś słodziaka! - zawołał tamtych dwóch chłopaków. Byli przystojni. Ten, który stał koło mnie miał rude włosy z małymi koralikami we włosach i bladą cerę. Miał ładny uśmiech i to mi się najbardziej w nim spodobało, a oczy miał szare. Pierwszy, który do nas przyszedł, jak się później dowiedziałem, nazywa się Krystian. Ma brązowe włosy z zielonym pasemkiem przy twarzy i zielone oczy. Też był blady i miał kolorowy tatuaż na ramieniu. Drugi mężczyzna miał złote oczy i długie, czarne włosy związane w warkocz. Miał nieco ciemniejszą karnacje od nich, ale nadal jasną. Miał na imię Rei.
-Jestem Greg – powiedział chłopak stojący obok mnie. Lekko się uśmiechnął.
-Wyglądasz na wystraszonego – powiedział Rei.
-Nie, wszystko w porządku. - wytarłem oczy. Przyglądałem się im.
-Umiesz śpiewać? - spytał Greg dając mi duży plik kartek. Zerknąłem na to i przeczytałem parę linijek tekstu.
-Mam to zaśpiewać? - zdziwiłem się lekko.
-No, spróbujesz. Zagramy Ci i w ogóle – usiedli na swoje ''stanowiska”. Zaczęli grać ciężką muzykę. Dali mi mikrofon.
-Po prostu wyobraź sobie, że jesteś sam. - powiedział Greg i odsunął się. Zacząłem śpiewać, a bardziej się drzeć, bo tak mi się wydawało, że ma być. Raz tak raz tak.
-Nieźle – powiedział Rei i lekko się uśmiechnął.
-Dziękuję – powiedziałem odwzajemniając uśmiech.
-Wchodzisz do nas do zespołu? Nie mamy wokalisty, bo się rozmyślił i nie mamy jak zacząć.
-Nie wiem, musiałbym to przemyśleć – powiedziałem. Dzisiejszy dzień mnie zaskakuje. Spotkanie z Tobą i jeszcze oni. W ogóle, ja w zespole? Przecież ja nie potrafię śpiewać, nie wiem, co oni widzą we mnie. Dali mi swoje wizytówki i pożegnaliśmy się. Powolnie wracałem do domu. Z daleka zauważyłem Ciebie. Ciekawiło mnie dokąd idziesz, ale jednocześnie moja ciekawość mnie irytuje. To tak, jakbym właził Ci w życie butami. Sam bym tego nie chciał. Zacząłem za nim iść. Jeszcze Cię śledzę. Powinienem iść chyba do psychiatry. Poszedłem za Tobą do jakiegoś klubu i schowałem się. Spotkałeś się z jakimiś facetami ubranymi w czarne garnitury i czarne okulary. Przepuścili Cię na zaplecze. Poszedłem tam i prześlizgnąłem się im jakoś. Schowałem się za ścianą. Siedziały koło Ciebie dwie kobiety skąpo ubrane, ale szybko je odepchnąłeś. Poczułem ciepło w sercu. Może faktycznie coś do mnie czujesz... Napiłeś się.
-Nie mam jak się przez Ciebie wytłumaczyć. Zabiłeś wczoraj 6 osób, myślisz, że co ja jestem? - powiedział jakiś facet. Uśmiechnąłeś się tylko. Dostrzegłem długie kły i czerwone oczy. Twój złośliwy uśmiech jeszcze bardziej przyprawiał mnie o dreszcze. Moje oczy rozszerzyły się. Byłem w szoku. Byłem wystraszony. Po chwili złapał mnie jakiś facet za rękę.
-Ej, co Ty tu robisz? - odwróciłem się powoli.
-Smacznego – powiedziałem i zacząłem jeść.
-Smacznego – odpowiedziałeś i również zacząłeś jeść. Chciałbym, żebyś mnie pocałował. Wiem, że to niemożliwe. Niepotrzebnie się łudzę. Jeżeli będziesz chciał to do mnie zagada. Czuję, że przez moje zachowanie tego nie robisz. Zjadłem w dość szybkim tempie i wypiłem sok. Przyglądałem Ci się.
-Alan, opowiesz mi coś o sobie? - spytałeś. Zdziwiłem się lekko. Poprawiłem brązową czuprynkę.
-To znaczy...?
-No wiesz, nie widzieliśmy się dziesięć lat i nic o Tobie nie wiem. Znam tylko dawnego Alana. - wyjaśniłeś.
-No... mam na imię Alan, co już wiesz i co mnie dziwi. Interesuję się trochę sportem, muzyką, rysunkiem, fotografią i mangą. - przyglądałem się mu.
-Narysowałbyś dla mnie coś kiedyś ? - spytałeś. Było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie. Zawsze chciałem. Nie wiem, ile mi to zajmie, ale postaram się.
-Jasne – uśmiechnąłem się lekko. Zapadła cisza.
-No... więc... Może teraz Ty mi coś opowiesz o sobie? Pewnie bardzo się zmieniłeś. - przyglądałem się Tobie.
-A co chciałbyś wiedzieć?-spytałeś.
-Nie wiem, najlepiej wszystko. - zerknąłem na Ciebie.
-Może, czym się teraz zajmujesz? Nadal grasz w kosza? - spytałem po chwili, widząc, ze Ty nie masz najmniejszego zamiaru nic powiedzieć dopóki nie zapytam.
-Gram. - odpowiedziałeś krótko. Westchnąłem cicho. Pewnie, jeszcze trzeba było odpowiedzieć „no”.
-I jak Ci idzie ? - zerknąłem na Ciebie i lekko się uśmiechnąłem.
-Dobrze. - odpowiedziałeś i przyglądałeś się mi.
-Wiesz, ja jakoś źle się czuję, pójdę do domu. Przepraszam, pieniądze oddam Ci później. - wstałem i ubrałem się. Patrzyłeś na mnie. Nie zdziwiło Cię to. Nie wiedziałem, czy teraz jesteś zły czy jest Ci to zupełnie obojętne. Wyszedłem spokojnie, a potem zacząłem biec przez park do domu. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale zatrzymywałem je na siłę. Zatrzymałem się na chwilę i poszedłem do jakiegoś klubu, z którego słyszałem muzykę.
-Dzień dobry... - przywitałem się niepewnie i rozejrzałem. Nie było tutaj nikogo poza trzema chłopakami. Ustawiali sprzęt.
-O, hej, mały – przywitał mnie jakiś chłopak. Wcale nie jestem mały.
-Mamy jakiegoś słodziaka! - zawołał tamtych dwóch chłopaków. Byli przystojni. Ten, który stał koło mnie miał rude włosy z małymi koralikami we włosach i bladą cerę. Miał ładny uśmiech i to mi się najbardziej w nim spodobało, a oczy miał szare. Pierwszy, który do nas przyszedł, jak się później dowiedziałem, nazywa się Krystian. Ma brązowe włosy z zielonym pasemkiem przy twarzy i zielone oczy. Też był blady i miał kolorowy tatuaż na ramieniu. Drugi mężczyzna miał złote oczy i długie, czarne włosy związane w warkocz. Miał nieco ciemniejszą karnacje od nich, ale nadal jasną. Miał na imię Rei.
-Jestem Greg – powiedział chłopak stojący obok mnie. Lekko się uśmiechnął.
-Wyglądasz na wystraszonego – powiedział Rei.
-Nie, wszystko w porządku. - wytarłem oczy. Przyglądałem się im.
-Umiesz śpiewać? - spytał Greg dając mi duży plik kartek. Zerknąłem na to i przeczytałem parę linijek tekstu.
-Mam to zaśpiewać? - zdziwiłem się lekko.
-No, spróbujesz. Zagramy Ci i w ogóle – usiedli na swoje ''stanowiska”. Zaczęli grać ciężką muzykę. Dali mi mikrofon.
-Po prostu wyobraź sobie, że jesteś sam. - powiedział Greg i odsunął się. Zacząłem śpiewać, a bardziej się drzeć, bo tak mi się wydawało, że ma być. Raz tak raz tak.
-Nieźle – powiedział Rei i lekko się uśmiechnął.
-Dziękuję – powiedziałem odwzajemniając uśmiech.
-Wchodzisz do nas do zespołu? Nie mamy wokalisty, bo się rozmyślił i nie mamy jak zacząć.
-Nie wiem, musiałbym to przemyśleć – powiedziałem. Dzisiejszy dzień mnie zaskakuje. Spotkanie z Tobą i jeszcze oni. W ogóle, ja w zespole? Przecież ja nie potrafię śpiewać, nie wiem, co oni widzą we mnie. Dali mi swoje wizytówki i pożegnaliśmy się. Powolnie wracałem do domu. Z daleka zauważyłem Ciebie. Ciekawiło mnie dokąd idziesz, ale jednocześnie moja ciekawość mnie irytuje. To tak, jakbym właził Ci w życie butami. Sam bym tego nie chciał. Zacząłem za nim iść. Jeszcze Cię śledzę. Powinienem iść chyba do psychiatry. Poszedłem za Tobą do jakiegoś klubu i schowałem się. Spotkałeś się z jakimiś facetami ubranymi w czarne garnitury i czarne okulary. Przepuścili Cię na zaplecze. Poszedłem tam i prześlizgnąłem się im jakoś. Schowałem się za ścianą. Siedziały koło Ciebie dwie kobiety skąpo ubrane, ale szybko je odepchnąłeś. Poczułem ciepło w sercu. Może faktycznie coś do mnie czujesz... Napiłeś się.
-Nie mam jak się przez Ciebie wytłumaczyć. Zabiłeś wczoraj 6 osób, myślisz, że co ja jestem? - powiedział jakiś facet. Uśmiechnąłeś się tylko. Dostrzegłem długie kły i czerwone oczy. Twój złośliwy uśmiech jeszcze bardziej przyprawiał mnie o dreszcze. Moje oczy rozszerzyły się. Byłem w szoku. Byłem wystraszony. Po chwili złapał mnie jakiś facet za rękę.
-Ej, co Ty tu robisz? - odwróciłem się powoli.
Krzyczeć, nie krzyczeć, trochę tak i trochę nie.
OdpowiedzUsuńRozdział sam w sobie okej, opisy postaci i w ogóle. Zachowanie Alana też już trochę bardziej mi się podoba.
Komentarz będzie chyba krótszy, lenia mam.
Muszę się przyczepić do tej sytuacji z chłopakami, muszę. Cenię sobie realizm, jak nic innego (fantastykę akceptuję, jeżeli chodzi o demony, wampiry itp.), więc nie powinnaś się zdziwić, że moim zdaniem taka sytuacja normalnie by się nie wydarzyła. Wywodów robić nie będę, serio mi się nie chce.
Poza tym miło, że Sebastian nie pocałował Alana ^ ^ I pozabijał kilka osób ^ ^ Tak, Sebastiana lubię, tak chyba zostanie.
Nie wiem, czy coś jeszcze pisać. Chyba nie.
Gdzie one shot? :3
*hura hura*
UsuńNie wiesz, czy się normalnie nie zdarza, czy się zdarza, bo nic podobnego Ci się nie przytrafiło, haaa, haaa QnQ
A za one shotka już się biorę ~~ Wena przybyła, ha ha ha ~~ *^*
Rozdział mi się średnio podobał. Ich rozmowa dla mnie była w stylu;
OdpowiedzUsuńCześć
Cześć
Co tam?
Nic, a tam?
Też .
I koniec. Taka sucha. A oni znają się nie od dziś, więc to mi się nie spodobało, bo mogła być moim zdaniem jakaś ciekawsza. Hm... sytuacja z chłopakami i zespołem ujdzie, chociaż w opisach postaci się zgubiłam kto jest kim i jak wygląda.
Co do Sebastiana mordercy i chyba wampira, przez te kły i czerwone oczy to pierwsze się takie skojarzenie nasuwa - pomysł może być ciekawy, byle by nie był z tego drugi ' Zmierzch ' w wydaniu gejów i bez dzieci. No i zastanawia mnie co się tam stanie w tym barze, nawet jeżeli Alan robił za stalkera.
Wiem, że ta rozmowa tak nie bardzo się "klei", ale nie miałam na nią żadnego pomysłu. więc zostawiłam to tak, jak jest. Nic lepszego bym chyba nie wymyśliła.
Usuń