Zasłonił mi usta dłonią i wykręcił
rękę.
-Znalazłem kogoś – przyprowadził mnie do nich. Widać, że się wystraszyłeś, bo od razu schowałeś kły i się już nie uśmiechałeś. Jednak czerwone oczy Ci zostały. Spuściłem głowę. Mężczyzna ujął mój podbródek.
-Co tutaj robisz, malutki? - spytał. Chyba starał się być miły, ale przecież wszystko słyszałem.
-Nie jestem malutki – odsunąłem głowę. Mężczyzna, który mnie znalazł, złapał mnie za głowę i trzymał mocno.
-Zostaw go, jest ze mną – powiedziałeś. Nie patrzyłem na Ciebie. Wszytko to bardzo mi się nie podoba. Jakiś bójki, kluby, podejrzani mężczyźni, zapłakane dziewczyny... Nie podoba mi się to.
Puścili mnie, ale zostałem przywiązany do krzesła. To też mi się nie podoba. Nie jestem psem. Patrzyłem na Ciebie zły.
-Kto to? Twoja nowa zdobycz? - spytał mężczyzna, obok którego siedziałem. Zerknąłem na niego. Zdobycz?
-Zamknij się, on o niczym nie wie – warknąłeś. Zaśmiał się i głaskał mnie po głowie. Teraz to ja warknąłem.
-Nie. Dotykaj. Włosów. - powiedziałem patrząc na niego morderczo.
-Niby dlaczego? - spytał obserwując mnie. Widocznie był rozbawiony całą sytuacją. Nie wiem, jaki jesteś naprawdę. Nic już nie wiem, wszystko mi się miesza...
-Puść go i pozwól mu iść – odezwałeś się.
-Niech będzie, ale pamiętaj, następnym razem zrobię z Ciebie swoją zabaweczkę – wyszeptał mi do ucha i pozwolił mi iść. Wybiegłem stamtąd szybko. Zatrzymałem się przed klubem, w którym byłem ostatnio. Ja... Nie chce tego. Wszedłem do niego roztrzęsiony. Pytali się mnie, co się stało i tak dalej, ale powiedziałem, że to nie ważne i że to nie ma znaczenia.
-Ja... nie chce być w zespole, wybaczcie – powiedziałem kłaniając się nisko.
-Nie szkodzi. Wiedzieliśmy, że tak się stanie – powiedział rudowłosy. Pożegnaliśmy się w zgodzie i wyszedłem. Byłem już spokojniejszy. Przed oczami miałem tylko Twoje, krwistoczerwone oczy. Nigdy w to nie wierzyłem, ale czyżbyś... czyżbyś był wampirem? Uśmiechnąłem się lekko z politowaniem. Naprawdę, Alan, naprawdę? Przeczesałem dłonią włosy i poszedłem do domu. Przeciągnąłem się. Nikogo nie ma... Bynajmniej mogę się spokojnie wykąpać. Poszedłem do łazienki i nalałem ciepłej wody do wanny. Powoli się rozebrałem i wszedłem do wanny. Odprężyłem się.
-Nie ma to jak ciepła kąpiel... - powiedziałem zadowolony i zamruczałem cicho. Posiedziałem tak z pół godziny oczyszczając swój umysł z jakichkolwiek myśli. Tych dobrych i tych złych. Tych przyjemniejszych i tych mniej przyjemnych. Wyszedłem i wytarłem się. Założyłem czarny, puchaty szlafrok, który sięgał mi do połowy ud. Zawiązałem pasek na kokardkę i poszedłem na dół. Gdzie nie spojrzałem, to widziałem Twoje oczy. Naprawdę jestem przemęczony. Tylko nie wiem czym, bo nic takiego nie robię. Chyba jestem zmęczony swoim zmęczeniem. Poszedłem na górę do siebie i zadzwoniłem do ojca.
-Gdzie jesteście? - spytałem.
-Na zakupach, będziemy za jakąś godzinę. - odpowiedział zobojętniały.
-Aha. - powiedziałem i rozłączyłem się. Prychnąłem. Jak zawsze. Czuję się taki niepotrzebny. Jestem nikomu nie potrzebny. Usiadłem do komputera i włączyłem jakąś strzelankę. Grałem z innymi ludźmi z różnych krajów. Przed północą miałem tego dość i położyłem się do łóżka. Ciemno jakoś tu... Usłyszałem, jak wybiła północ na zegarze. Zadrżałem lekko i skuliłem się bardziej nie wiedząc czemu. Jakoś to... przerażające. Zasnąłem po chwili.
Byłem wtulony w czyjąś szyję. Wyczułem Twój zapach. Mmm, taki męski... Podniosłem powoli głowę. Zerknąłem na Ciebie. Byłeś martwy. Przeraziłem się. Obok nas stał ten mężczyzna z baru i śmiał się wrednie. Za nim było pełno zombie. Po chwili dziewczyna, która wtedy poprosiła Cię o pomoc szarpnęła mnie za włosy. Wśród tych zombiaków zobaczyłem ludzi, których wtedy pobiłeś. Trzymała mnie ciągle za włosy. Patrzyłem na Ciebie.
-Sebastian... - powiedziałem rozpaczliwie.
-pomóż mi... proszę, obudź się... - dodałem.
Podniosłeś się, ale też byłeś zombie. Mężczyzna pokazał nam nie palcem, a Ty rzuciłeś się na mnie i zacząłeś mnie jeść.
Podniosłem się z łóżka z krzykiem. Zasłoniłem szybko usta dłonią. Drżałem cały ze strachu. Słońce wychodziło. Sięgnąłem po telefon i wybrałem Twój numer. Czekałem niecierpliwie.
-Halo...? - spytałeś sennie.
-Sebastian ! - powiedziałem szczęśliwy.
-Ummm...przepraszam... - spuściłem głowę. I co ja robię...? Po cholerę się tak unoszę ? On nawet nie patrzy na mnie tak, jakbym chciał... Wiem, tylko marudzę i nic nie robię w tym kierunku.
-Co się stało? Miałeś zły sen ? - spytałeś czule.
-Tak... - powiedziałem cicho.
-Już wszystko w porządku, to tylko sen. Przyjść do Ciebie ? - spytałeś. Zrobiło mi się jakoś cieplej.
-Jeżeli możesz i masz ochotę... - powiedziałem.
-Będę za dziesięć minut. - powiedziałeś i rozłączyłeś się. Położyłem się do łóżka i zamknąłem powieki. To był tylko sen... Tylko sen... A on żyje. I jest dla mnie za miły. Nigdy nie miałem odwagi zagadać. Jestem wkurzającym, zakochanym po uszy dzieciakiem... To irytujące. Uśmiechnąłem się trochę smutno. Wszedłeś przez okno. Pisnąłem cicho wystraszony i zakryłem się kołdrą. Patrzyłem na Ciebie wystraszony.
-C-c-c-c-c-co t-to ma znaczyć?! - spytałem. Uśmiechnąłeś się lekko. Zarumieniłem się lekko i odwróciłem wzrok. Kocham Twój uśmiech...
-Chciałeś, żebym przyszedł. - powiedziałeś i usiadłeś obok. Przytuliłeś mnie do siebie czule i głaskałeś po głowie.
-No już, to był tylko sen... Zwykły sen... - wyszeptałeś. Wtuliłem się delikatnie. Taki ciepły... Wampiry raczej nigdy nie są ciepłe. Albo może to ja się nie znam. Mmm, nie ważne. Wampiry nie istnieją. Przewidziało mi się i tyle. Zerknąłem niepewnie na Ciebie. Delikatnie się odsunąłem, ale trzymałem dłonie na twoich przedramionach.
-Sebastian....? - spytałem niepewnie. Jeżeli on nie zacznie, jeżeli on nie zauważy to....
-Tak? - spytałeś lekko zaskoczony moją śmiałością. Tak mi się wydaję.
-----------------------------------------------------
One shot dla Berieal jutro.
-Znalazłem kogoś – przyprowadził mnie do nich. Widać, że się wystraszyłeś, bo od razu schowałeś kły i się już nie uśmiechałeś. Jednak czerwone oczy Ci zostały. Spuściłem głowę. Mężczyzna ujął mój podbródek.
-Co tutaj robisz, malutki? - spytał. Chyba starał się być miły, ale przecież wszystko słyszałem.
-Nie jestem malutki – odsunąłem głowę. Mężczyzna, który mnie znalazł, złapał mnie za głowę i trzymał mocno.
-Zostaw go, jest ze mną – powiedziałeś. Nie patrzyłem na Ciebie. Wszytko to bardzo mi się nie podoba. Jakiś bójki, kluby, podejrzani mężczyźni, zapłakane dziewczyny... Nie podoba mi się to.
Puścili mnie, ale zostałem przywiązany do krzesła. To też mi się nie podoba. Nie jestem psem. Patrzyłem na Ciebie zły.
-Kto to? Twoja nowa zdobycz? - spytał mężczyzna, obok którego siedziałem. Zerknąłem na niego. Zdobycz?
-Zamknij się, on o niczym nie wie – warknąłeś. Zaśmiał się i głaskał mnie po głowie. Teraz to ja warknąłem.
-Nie. Dotykaj. Włosów. - powiedziałem patrząc na niego morderczo.
-Niby dlaczego? - spytał obserwując mnie. Widocznie był rozbawiony całą sytuacją. Nie wiem, jaki jesteś naprawdę. Nic już nie wiem, wszystko mi się miesza...
-Puść go i pozwól mu iść – odezwałeś się.
-Niech będzie, ale pamiętaj, następnym razem zrobię z Ciebie swoją zabaweczkę – wyszeptał mi do ucha i pozwolił mi iść. Wybiegłem stamtąd szybko. Zatrzymałem się przed klubem, w którym byłem ostatnio. Ja... Nie chce tego. Wszedłem do niego roztrzęsiony. Pytali się mnie, co się stało i tak dalej, ale powiedziałem, że to nie ważne i że to nie ma znaczenia.
-Ja... nie chce być w zespole, wybaczcie – powiedziałem kłaniając się nisko.
-Nie szkodzi. Wiedzieliśmy, że tak się stanie – powiedział rudowłosy. Pożegnaliśmy się w zgodzie i wyszedłem. Byłem już spokojniejszy. Przed oczami miałem tylko Twoje, krwistoczerwone oczy. Nigdy w to nie wierzyłem, ale czyżbyś... czyżbyś był wampirem? Uśmiechnąłem się lekko z politowaniem. Naprawdę, Alan, naprawdę? Przeczesałem dłonią włosy i poszedłem do domu. Przeciągnąłem się. Nikogo nie ma... Bynajmniej mogę się spokojnie wykąpać. Poszedłem do łazienki i nalałem ciepłej wody do wanny. Powoli się rozebrałem i wszedłem do wanny. Odprężyłem się.
-Nie ma to jak ciepła kąpiel... - powiedziałem zadowolony i zamruczałem cicho. Posiedziałem tak z pół godziny oczyszczając swój umysł z jakichkolwiek myśli. Tych dobrych i tych złych. Tych przyjemniejszych i tych mniej przyjemnych. Wyszedłem i wytarłem się. Założyłem czarny, puchaty szlafrok, który sięgał mi do połowy ud. Zawiązałem pasek na kokardkę i poszedłem na dół. Gdzie nie spojrzałem, to widziałem Twoje oczy. Naprawdę jestem przemęczony. Tylko nie wiem czym, bo nic takiego nie robię. Chyba jestem zmęczony swoim zmęczeniem. Poszedłem na górę do siebie i zadzwoniłem do ojca.
-Gdzie jesteście? - spytałem.
-Na zakupach, będziemy za jakąś godzinę. - odpowiedział zobojętniały.
-Aha. - powiedziałem i rozłączyłem się. Prychnąłem. Jak zawsze. Czuję się taki niepotrzebny. Jestem nikomu nie potrzebny. Usiadłem do komputera i włączyłem jakąś strzelankę. Grałem z innymi ludźmi z różnych krajów. Przed północą miałem tego dość i położyłem się do łóżka. Ciemno jakoś tu... Usłyszałem, jak wybiła północ na zegarze. Zadrżałem lekko i skuliłem się bardziej nie wiedząc czemu. Jakoś to... przerażające. Zasnąłem po chwili.
Byłem wtulony w czyjąś szyję. Wyczułem Twój zapach. Mmm, taki męski... Podniosłem powoli głowę. Zerknąłem na Ciebie. Byłeś martwy. Przeraziłem się. Obok nas stał ten mężczyzna z baru i śmiał się wrednie. Za nim było pełno zombie. Po chwili dziewczyna, która wtedy poprosiła Cię o pomoc szarpnęła mnie za włosy. Wśród tych zombiaków zobaczyłem ludzi, których wtedy pobiłeś. Trzymała mnie ciągle za włosy. Patrzyłem na Ciebie.
-Sebastian... - powiedziałem rozpaczliwie.
-pomóż mi... proszę, obudź się... - dodałem.
Podniosłeś się, ale też byłeś zombie. Mężczyzna pokazał nam nie palcem, a Ty rzuciłeś się na mnie i zacząłeś mnie jeść.
Podniosłem się z łóżka z krzykiem. Zasłoniłem szybko usta dłonią. Drżałem cały ze strachu. Słońce wychodziło. Sięgnąłem po telefon i wybrałem Twój numer. Czekałem niecierpliwie.
-Halo...? - spytałeś sennie.
-Sebastian ! - powiedziałem szczęśliwy.
-Ummm...przepraszam... - spuściłem głowę. I co ja robię...? Po cholerę się tak unoszę ? On nawet nie patrzy na mnie tak, jakbym chciał... Wiem, tylko marudzę i nic nie robię w tym kierunku.
-Co się stało? Miałeś zły sen ? - spytałeś czule.
-Tak... - powiedziałem cicho.
-Już wszystko w porządku, to tylko sen. Przyjść do Ciebie ? - spytałeś. Zrobiło mi się jakoś cieplej.
-Jeżeli możesz i masz ochotę... - powiedziałem.
-Będę za dziesięć minut. - powiedziałeś i rozłączyłeś się. Położyłem się do łóżka i zamknąłem powieki. To był tylko sen... Tylko sen... A on żyje. I jest dla mnie za miły. Nigdy nie miałem odwagi zagadać. Jestem wkurzającym, zakochanym po uszy dzieciakiem... To irytujące. Uśmiechnąłem się trochę smutno. Wszedłeś przez okno. Pisnąłem cicho wystraszony i zakryłem się kołdrą. Patrzyłem na Ciebie wystraszony.
-C-c-c-c-c-co t-to ma znaczyć?! - spytałem. Uśmiechnąłeś się lekko. Zarumieniłem się lekko i odwróciłem wzrok. Kocham Twój uśmiech...
-Chciałeś, żebym przyszedł. - powiedziałeś i usiadłeś obok. Przytuliłeś mnie do siebie czule i głaskałeś po głowie.
-No już, to był tylko sen... Zwykły sen... - wyszeptałeś. Wtuliłem się delikatnie. Taki ciepły... Wampiry raczej nigdy nie są ciepłe. Albo może to ja się nie znam. Mmm, nie ważne. Wampiry nie istnieją. Przewidziało mi się i tyle. Zerknąłem niepewnie na Ciebie. Delikatnie się odsunąłem, ale trzymałem dłonie na twoich przedramionach.
-Sebastian....? - spytałem niepewnie. Jeżeli on nie zacznie, jeżeli on nie zauważy to....
-Tak? - spytałeś lekko zaskoczony moją śmiałością. Tak mi się wydaję.
-----------------------------------------------------
One shot dla Berieal jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz